Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dragomir Bolivar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dragomir Bolivar. Pokaż wszystkie posty

16 listopada 2016

"Wampiry, kamera, akcja!" – Książę Dracula - Dracula (1931)

"Wampiry, kamera, akcja!"


"Pomówimy o..." czyli recenzja filmu Książę Dracula - Dracula (1931), która tak właściwe to z recenzją niewiele ma wspólnego. Za popełniony tekst odpowiada Dragomir Bolivar i jego support, czyli Heretika Kain. Uwierzcie, że film jest lepszy, niż ten tekst (albo odwrotnie).

Książę Dracula - Dracula (1931)

"Po męczącej podróży poprzez Karpaty Renfield dociera do mrocznego zamku Draculi, aby sfinalizować sprzedaż opactwa Carfax w Londynie hrabiemu, który okazuje się wampirem. Odurzony przez hrabiego Renfield staje się jego sługusem i pomaga Draculi dotrzeć do Anglii. W Londynie hrabia wypija krew młodej Lucy Weston, zamieniając ją w wampirzycę, a następnie zwraca swoje zainteresowanie w stronę jej przyjaciółki Miny Seward. Ojciec Miny wzywa specjalistę, doktora Van Helsinga. Wspólnie z narzeczonym Miny, Johnem Harkerem, postanawiają unicestwić Draculę."

Heretika Kain: Czyli: "Dzień dobry, ale ja poproszę książkę Brama Stokera."
Dragomir Bolivar: Warto by czasem coś obejrzeć, a nie przesiadywać w mojej prywatnej bibliotece.
Heretika Kain: MOJEJ. Mojej bibliotece.
Dragomir Bolivar: Ale, zaraz... współczesnego oglądałaś i nie marudziłaś.
Heretika Kain: Ciiii! To co innego.

Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość... Choć podstawy każdego filmu, czy serialu są takie same to obrazu Draculi zgoła inne, ale przejdźmy do filmu, pozostawiając rozprawę dotyczącą wielokrotnie pojawiającej się postaci hrabiego-krwiopijcy w kinematografii. W innym przypadku, w tej chwili mogłaby wybuchnąć kłótnia. Dragomir bardzo lubi się ze mną kłócić.

Heretika Kain: A, więc...
Dragomir Bolivar: Nie zaczynamy od "A, więc..."

Cofnęliśmy się w czasie, a właściwie spróbowaliśmy, jednak nim to nastąpiło portal Filmweb okazał się niezwykle pomocny serwując opis filmu, który powoli wczytywał się w innej karcie wyszukiwarki, by za chwilę zostać odtworzonym. Szybko okazało się, że wyżej przytoczony opis to praktycznie cały film w kilku zdaniach. Ale, jak to? Otóż tak to. Nic dodać, nic ująć. Widocznie za bardzo przywykliśmy do współczesnego kina, jednak przejdźmy dalej, a właściwie wróćmy do początku, czyli momentu, gdy zasiedliśmy przed ekranem komputera.

Heretika Kain: Panie Renfield, cóż pan najlepszego uczynił? – było pytaniem, które nasunęło się w pierwszym nadarzającym się momencie, czyli początek akcji i trach! Mamy podróż, wystraszonych ludzi, brak wiary w opowieści, 'niestworzone' historie i powóz umówiony o północy na przełęczy. Jak bardzo trzeba być naiwnym, albo ślepym, by nie dostrzec, że jest coś nie tak? Ależ, w tamtych czasach przecież wszyscy bredzili... 
Dragomir Bolivar: Tak, jak ty teraz...
Heretika Kain: Cierpliwie znosiłam towarzystwo Dragomira, który nie raz miał więcej do powiedzenia nie na temat, niż o samym filmie. Sceny początkowe wydawały się zapowiedzią nadchodzącej tragedii, a właściwie były same w sobie znakiem, że Dracula to nie taki zwykły mieszkaniec zamku. Bo kto normalny mieszka w zamku? 
Dodatkowo Renfield sam się pcha tam, gdzie akurat bardzo go chcą. Darmowe żarcie! Bo kto by wierzył w stwory żyjące nocą, zmieniające się w nietoperze, czy wilki? Ba, a do tego poligamiczne związki? Przecież to samo w sobie brzmi, jak jakaś bujda, więc... olać pogłoski i jazda do zamku!
Dragomir Bolivar: Nim do zamku dotrzemy. Renfield, całkiem przy okazji, dostaje krzyżyk, który jest motywem pojawiającym się w wielu filmach o wampirach, jakby obecnie miało to kogoś obronić.
Heretika Kain: Ale widziałeś ten krzyżyk? I mówimy o tamtych czasach, nie obecnych.
Dragomir Bolivar: Krucifiks!
Heretika Kain: Bo Jezusek ukrzyżowany. Kruca fiks! Tfu, kruca fuks!
Dragomir Bolivar: Ale, że czekaj... że Jezus kogoś obroni?
Heretika Kain: Zmieniasz temat. O tym kiedy indziej. Po prostu, tak się przyjęło, że wampiry boją się krzyży, czosnku i kilku innych rzeczy. Takie strachliwe stworki. A z krzyża zrobić można kołek, o!
Dragomir Bolivar: Dobra, dobra. Wygrałaś. Przejdźmy dalej.
Heretika Kain: Dyskusja z Dragomirem potrafi wspiąć się na szczyt bezsensowności. Naprawdę. Wróćmy do filmu. Tutaj powinna być przerażająca melodia zapowiadająca pojawienie się tytułowej postaci, bo oto na scenę wkracza Dracula! Bela Lugosi we własnej osobie mistrz i jedyny w swoim rodzaju.
Dragomir Bolivar: I jego małżonki. Całkiem zacne.
Heretika Kain: *klasyczny facepalm* Drago, przysięgam, że nie przeżyjesz... 
Proszę, proszę. Lecimy klasyką. Mamy wycie wilków. Scenerię, jak z taniego filmu lub amatorskiego teatru. Ktoś wie jaki był budżet? Wizualnie szału nie ma, ale czego się spodziewać po takim skoku w przeszłość... Perspektywa czasu i rozwój sztuki filmowej robi swoje. Czepiamy się szczegółów porównując je do współczesnych wystrojów, muzyki i efektów specjalnych. Nasz błąd.
Dragomir Bolivar: Nie no. Mgła jest zajebista.
Heretika Kain: *chrząknięcie* Jak w jarającej się fabryce...
Dragomir Bolivar: Nietoperze są genialne. Prymitywne, a jak urzekające.
Heretika Kain: Wystrój, jak na amatorskie Halloween. 
Dragomir Bolivar: Ale zameczek to ma ładny.
Heretika Kain: Ociupinkę zakurzony.
Dragomir Bolivar: Ale ładny!


Ciężka analiza miejsca zamieszkania doprowadziła do dyskusji, która nie powinna nawet przejść przez myśl, a jednak. Wylądowaliśmy przy pytaniu...

Dragomir Bolivar: Ej, dlaczego wampiry nie mieszkają w willach i pięknych posiadłościach?
Heretika Kain: Rozmawiamy o filmie z 1931, czy ty się spodziewasz willi w nadmorskiej miejscowości z systemem samościemniającymy szyby?

Kręcąc się wokół scenografii wielokrotnie wracaliśmy do sprawy nietoperzy. Owe stworzonka pojawiają się kilkukrotnie, więc ciężko je pominąć.

Dragomir Bolivar: O kurwa, nietoperze na sznurkach. Nie mogłaś trzasnąć takich dekoracji u Nas?

Niestety, takowe dekoracje nie mogły się pojawić. Uczepił się czegoś innego.

Dragomir Bolivar: Jaki bród, smród i ubóstwo...
Heretika Kain: Bolivar, zamknij się.

Cóż. To dopiero kilka minut filmu, a już nie zapowiada się dobrze.

Heretika Kain: Wstrętny pająk. 
Dragomir Bolivar: Krew to życie. Szybko mamy morał.

Dragomir Bolivar: Ty, patrz. Zrobił mu żarcie, a chwilę później zarąbał laskę i płaszcz!
Heretika Kain: W przeciwieństwie do ciebie jest dobrze wychowany. 
Dragomir Bolivar: Czekaj, czy ja powiedziałem laskę?
Heretika Kain: Tak, dokładnie. Takie drewniane coś to laska. Twój sugestywny uśmiech nie jest tu potrzebny.

Wiele niepotrzebnych dialogów później. 

Ataki na ludzi, bardzo delikatne i odbywające się właściwie poza kadrem, zamiast wszechobecnego chlapania krwi i latania flaków, czy innych takich – nawet nie wiedziałam, że się tak dało. Obecnie krew leje się wszędzie. Najczęściej.

Dragomir Bolivar: Lubię krew. A tu było szaro, buro i ponuro. Za mało wymownie.
Heretika Kain: To pooglądaj coś współczesnego, albo relację z rzeźni. Zaś tutaj można sobie dopowiedzieć, czyli jest spore pole do popisu dla wyobraźni.

Postać Lugosiego i to jakiego Draculę stworzył, a właściwie jakim Draculą był jest tym, co film ma w sobie najmocniejszego. Wszystkie postaci na jego tle wydają się dość wyblakłe, choć Renfield, jako wariat mógłby bez problemu znaleźć się na drugim miejscu podium. Na trzecim, jak dla mnie: Van Helsing, bo od zawsze miałam sentyment do wszystkich Van Helsingów, jacy prezentowani byli w filmach, zaś Dragomir postulował tutaj za Miną Harker, nie dopytywałam dlaczego.

Dla niektórych zabawnym może się okazać, że również czarno-biała wersja jest atutem. Mrok sam w sobie! Czyli mamy już dwie zalety. Jest też trzecia, ale tutaj wiele osób może się nie zgodzić, rozbieżność z oryginałem, czyli luźne podejście do tego, co Stoker stworzył. Często marudzę, że książki lepsze, ale jeśli chodzi o ekranizację to nie jestem zwolenniczkę sztywnego trzymania się ram tego, co wykreował autor powieści. Być może w tym przypadku nie są to jakieś ogromne różnice, ale jednak... i mnie się to podoba. Okazuje się, że można wyjść obronną ręką, choć odchodzi się od oryginału.

Znajdą się też minusy. Klasyka kina grozy, ale dość trudna w odbiorze. Są wielbiciele takich filmów, delektują się każdym obrazem pojawiającym się na ekranie, ale niestety dla mnie całość była dość ciężka do obejrzenia. Zbyt prymitywna. Nie potrafiłam wyłączyć się na porównywanie każdego z ujęć z tym, co obecnie można zobaczyć w kinie. Efektów prawie brak, teatralne dekoracje i wszechobecna sztuczność – takie wrażenie, że wszystko to gra, jak w teatrze, a wolałabym by wmówiono mi, że to prawda. Ogólnie powoli, smętnie, ponuro, drażniąco apatycznie i po prostu dziwnie. Mówię otwarcie, że lepiej w żaden sposób nie próbować porównywać tego do kina współczesnego, bo można, jak ja, zacząć ziewać po pierwszych piętnastu minutach. Na szczęście nie usnęłam.

Obejrzałam klasyk do końca.

Dragomir Bolivar: Niewiele brakowało, a drzemałaby na moim ramieniu.
Heretika Kain: A ty sugerowałeś by przewinąć do przodu, co by szybciej się skończył...

Przy okazji nie polecam oglądania z lektorem, bo akcent Beli Lugosiego jest charakterystycznym elementem i nie ukrywam, że przyciągającym bardziej niż scenografia, czy cokolwiek innego i pozwala wytrwać w oglądaniu.

Gra świateł i cieni i zbliżenia na twarz Lugosiego, tfu, Draculi są niezwykle charakterystyczne i podejrzewam, że mające wzbudzić grozę. Ot, taka informacja, że przed chwilą było lub dopiero nastąpi coś istotnego. Swoją drogą przystojny był z niego gość.

Dragomir Bolivar: Powinienem się obrazić.
Heretika Kain: Mam wrócić do tematu jego małżonek...

Nasz Książę Dracula to taki ojciec wszystkich późniejszych wampirów, bo choć Nosferatu – Symfonia Grozy było wcześniej, to przerażający wampir nie przyjął się tak dobrze, jak przystojny i hipnotyzująco tajemniczy mężczyzna, który długo potrafi uniknąć podejrzeń. Bo kto by wpadł na to, że ktoś tak przeciętny może być mordercą, tfu, krwiopijcą?

Heretika Kain: Wiesz, ten film coś mi przypomniał.
Dragomir Bolivar: Co?
Heretika Kain: Spoczywanie w ojczystej ziemi. Nie żebym wypominała czyjeś słabości.
Dragomir Bolivar: Odwal się.
Heretika Kain: Och, ale krzyży się nie boisz. I ząbki też wbijasz w szyję...
Dragomir Bolivar: *pokazuje środkowy palec, jako manifest swojego niezadowolenia*

Skończyło się.
Kołek w serce.
Kobieta uratowana. Schody, mgła i THE END.

Heretika Kain: Do zobaczenia.
Dragomir Bolivar: Dobranoc.


Kończąc te wstrętne wypociny dotyczące filmu o którym, kto jak kto, ale nasz duet pisać nie powinien, bo bezcześcimy wszystko co się da, a obrazoburczość i bezsensowna gadanina to nasza mocna strona, doszliśmy do wniosku, że chyba zaczniemy czytać opowiadania o wampirach i je komentować. Cóż. Drago czasem ma dobre pomysły.

Pozdrawiamy i obiecujemy, że już recenzji się nie tkniemy.

12 marca 2016

Grozili mi, że zapłacę za swoje zachowanie. Nie dotrzymali słowa.


Zastanów się, jak straszne i ohydne musiałoby być coś, co mogłoby przerazić istotę nieśmiertelną. Nic nie przychodzi do głowy? Podpowiem ci: to Tzimisce.


 ur. 1417 | ✝ 1453 | 563 / 36 | VIII
klinika "Uroboros"
Tzimisce
✟ Filozof – morderca. ✟ Prawie idealny Tzimisce. ✟ Naznaczony krwią. ✟ Wampir z tajemniczą historią. ✟ Wiele niedopowiedzeń. ✟ Obserwator. ✟ Samotny i bezwzględny. ✟ Namacalne zło. ✟ Kilka rys na nieskazitelnym wizerunku. ✟ Anioł cierpliwości ✟ Fakty i mity. ✟ Diabolista. ✟ Niewątpliwie wysokie aspiracje – ambitne i ryzykowne. ✟ Sacrum i profanum. ✟ Diabeł wcielony. ✟ Ułomny. jak każdy. ✟ Nie-tradycjonalista. ✟ Brak sumienia. ✟ Ponury i poważny. ✟ Koszmar senny ✟ Zulo ✟ Miłośnik Krwawej Uczty. ✟ Perfekcyjna znajomość kar przypisanych do przewinień. ✟ Wielbiciel niekonwencjonalnych rozrywek. ✟ Z rodzącą się obsesją względem relikwii Sabbatu. ✟ Animalizm. ✟ Nadwrażliwość. ✟ Zniekształcenie. ✟

"Strach, strach i tylko strach. Bądź bezlitosny i nieludzki, aby wszyscy obawiali się Twojej postaci. Okrutny - ale z klasą. Nie ma sensu bawić się w krwawe masakry, nie chodzi także tylko o śmierć. Ona jest jedynie pewną możliwością. Największy ból może powstać w głowie Twych wrogów. Zniszcz ich psychicznie, a bolesne i powolne odejście z tego świata niech tylko zakończy dzieło. Jeśli osiągniesz w tym mistrzostwo, nie musisz nawet być arcybiskupem, i tak nikt się Tobie nie sprzeciwi."

✟ ✟ ✟
 #1 Wydarzenie Grupowe I – O jedną przemianę za daleko.
"Wampiry, kamera, akcja!" – Książę Dracula - Dracula (1931)
#2 O jedną przemianę za daleko: Przeszłość nie jest bez znaczenia.
#3 ...
✟ ✟ ✟
_______________
W powiązaniach – postacie do przejęcia!
Cytaty: [1], [2]. Wizerunek: Chris Pohl. | Tzimisce, bo tak.
Zmiany w KP: 24.02.2017. | Kontakt: ✉ heretika.kain@gmail.com

20 grudnia 1991

Szepnął: "Tzimisce, kto by pomyślał..."


TZIMISCE – NIE TACY STRASZNI, JAK ICH MALUJĄ?

Tzimisce należą do Sekty – Sabbatu, która odrzuca człowieczeństwo, głosi że kainici powinni rządzić światem. Sabbat jest przeciwnikiem Camarilli i klanów do niej należących, w tym Brujah, Gangrel, Malkavian, Nosferatu, Ventrue, Toreador, Tremere, a Ci ostatni zyskali tytuł śmiertelnych wrogów klanu Tzimisce, którzy nigdy nie mogli się pogodzić z umiejętnościami magicznymi, które posiadają Tremere, a także tym, co narzucała Camarilla – zaprzestanie diabolizmu oraz zgodzenie się na związanie Więzami Krwi, czyli całkowite oddanie.

Raz do roku, na początku jesieni (nie ma stałej daty) zwoływane jest zgromadzenie na którym pojawiają się wszyscy członkowie klanu. W przeciwieństwie do reszty klanów Tzimisce darzy swoich starszych dużym szacunkiem. Jednakże ci, którzy okażą się nieodpowiedni, zostają zniszczeni dla dobra sekty. Przywódca klanu nosi tytuł Wojewody i może wydawać rozporządzenia, które pozostali członkowie klanu muszą wypełniać. Klan z pewnością zniszczy każdego przywódcę, który narazi Sabbat na niebezpieczeństwo lub skompromituje klan.

Dyscypliny klanowe: 

Animalizm – Bestia mieszka we wszystkich istotach, poczynając od zawszonych szczurów, a kończąc na potężnych starszych członkach Rodziny. Dyscyplina Animalizmu pozwala wampirowi rozwinąć bliskie, silne połączenie ze swoją pierwotną naturą. Wampir nie tylko komunikuje się z mniejszymi bestiami, ale także może sprawić, by robiły to, co im nakaże. Dodatkowo, gdy wampir urośnie w siłę, może używać Animalizmu, aby kontrolować Bestie w śmiertelnych lub nawet w nadnaturalnych istotach. Wampir, który nie posiada tej Dyscypliny lub Umiejętności Oswajania, jest odrażający dla zwierząt. Bestie stają się wyraźnie podenerwowane w obecności takiego Spokrewnionego i często albo uciekają, albo go atakują. Natomiast Spokrewnieni znający Animalizm działają uspokajająco na zwierzęta i są dla nich atrakcyjni.

Nadwrażliwość – Ta Dyscyplina obdarza wampira niezwykłymi możliwościami. Nadwrażliwość początkowo wyostrza wszystkie zmysły Spokrewnionego, ale jest to zaledwie początek. Gdy wampir urasta w siłę, może dostrzegać psychiczną aurę, gromadzącą się wokół niego, i wpływać swym umysłem na myśli innych. Co więcej Nadwrażliwość może przebić się przez maskę, którą tworzy Niewidoczność. Tak czuła zdolność daje wampirowi wyraźna przewagę nad śmiertelnymi, a nawet nad wieloma innymi nadnaturalnymi istotami. Nadwrażliwość pozostaje potężnym narzędziem, które pozwala wampirowi dostrzec odległe schronienie, wyczuć nastrój księcia lub wydrzeć ghulowi tajemnice wrogiego Spokrewnionego. Wciąż jednak wampir musi zachowywać ostrożność, inaczej jego wyostrzone zmysły spowodują, że będzie oszołomiony pięknem rzeczy, przerażony głośnymi dźwiękami i przytłoczony przez zapachy. Nagłe lub dynamiczne wydarzenia mogą zdezorientować postać używającą Nadwrażliwości.

Zniekształcenie – Zniekształcenie jest popisową mocą Tzimisce i jest praktycznie nieznane poza klanem. Podobne w pewnych aspektach do Transformacji, Zniekształcenie pozwala Diabłom kształtować i rzeźbić ciała oraz kości swoje i innych. Kiedy Tzimisce używa Zniekształcenia, by zmieniać śmiertelnych, ghuli i wampiry wyższych pokoleń, efekty mocy są trwałe. Osoba obdarzona tą mocą może zawsze przekształcać swoje ciało. Zauważ, że chociaż ta Dyscyplina pozwala wywołać potężne i przerażające efekty, osoba nią obdarzona musi mieć kontakt ze skórą i często musi fizycznie wyrzeźbić upragniony kształt. To stosuje się nawet do używania mocy na sobie. Tzimisce uczeni w Zniekształceniu są często nieludzko piękni. Ci mniej biegli w sztuce są po prostu nieludzcy.


* Część informacji pochodzi z: leclameurdusilence.pun.pl i otchłani internetu.

Wydarzenie grupowe I – Dragomir Bolivar

Czasem informacje docierały do pewnych osób, choć dotrzeć nie powinny. Zdarzało się, że docierały przed czasem. Te, nie przeznaczone dla pewnych uszu najczęściej bez problemu odnajdywały ścieżki, którymi powinny lecieć, by zadźwięczeć gdzieś we wnętrzu ucha, po czym wybrzmieć w głowie. Były też takie wieści, które z góry powinny zostać oznaczone, jak list polecony za poręczeniem odbioru, a jednak gdzieś błądziły i gubiły drogę. To, co wydarzyło się kilka dni wcześniej było tego typu wiadomością.
Wiedział, że to było dla niego i do niego. Informacja, która była wymierzonym ciosem. Miał kiedyś pewne podejrzenia, ale domysły i spekulacje zostały ucięte wraz ze śmiercią podejrzanego. Niestety, znów pojawił się ktoś, kto wyraźnie próbował zapracować na to, by poczuć, jak może boleć droga do śmierci. Niszczył opinię kliniki, jak i jej właściciela. Nie wspominając o tym, że gdyby wyszło to na światło dzienne echo takich spraw niosłoby się wiele tygodni. Poza tym śmiał pozbawić życia jedną z ulubionych pielęgniarek. Dragomir był wściekły. Niewiedza, jak i bezsilność doprowadzała go do szału, a nastrój nie ulegał poprawie od kilku dni. Uderzył dłonią w blat biurka, po czym jednym ruchem zrzucił kilkanaście teczek z dokumentami. Papiery wzbiły się w powietrze, po czym opadły na podłogę pokrytą ciemnymi panelami.

Był gotów pozwolić, by Bestia doszła do głosu. By ślepy szał zrobił swoje. Był gotów, gdyby tylko wiedział, kto śmiał ingerować w to, co tworzył. Albo ktoś chciał go zdemaskować, albo właśnie rozpoczął grę, której ciąg dalszy, ani koniec nie był nikomu znany.

Odwrócił się w stronę okna przesłoniętego ciężkimi kotarami. Ręce złożył jak do modlitwy i patrzył w jeden punkt – martwą różę stojącą na szafce, jakby próbował odnaleźć coś, co mogło naprowadzić go na postać ingerującą w jego życie. Constantin wpadł do gabinetu zapominając o zapukaniu w masywne drewniane drzwi. Wyglądał na nieco zmieszanego, ale i przerażonego. Oddychał szybko. Dragomir odwrócił się powoli od okna kierując spojrzenie na swojego ghoula. Nie odezwał się, ale patrzył pytająco. Czekał, aż jego podwładny odezwie się pierwszy.
– Panie! – wyjęczał Constantin. Jego posłuszeństwo, jak i obawa względem Dragomira mieszały się. Był pewien, że jego Pan wolałby usłyszeć dobre wieści, ale niestety, po raz kolejny, nie mógł on takowych przynieść. Znów działo się coś wielce niepożądanego. 
Dragomir już wiedział, że coś było nie tak. Czekał tylko na szczegóły.
– Trzeci dzień z rzędu nie pojawił się pielęgniarz Derek, a dziś odnotowałem nieobecność chirurga, choć miał umówioną operację. Pacjentką zajął się jego asystent. Czyżby ktoś nas sabotował? – Miał nadzieję usłyszeć od swego Pana coś, co utwierdzi go w przekonaniu, że wszystko będzie załatwione pomyślnie. 
– A sprawa Charlotte zatuszowana?
Ghoul wzdrygnął się słysząc pytanie dotyczącej pielęgniarki. Doskonale pamiętał widok jej ciała, a właściwie czegoś co z niej zostało. Martwił się o nieporuszanie tematu kolejnych zaginięć. Bał się tego, co może nastąpić. 
– Zostało potwierdzone, iż Charlotte udała się w lot samolotem z zamiarem dotarcia do miejsca, gdzie będzie mogła spędzić dwutygodniowy urlop, jednakże maszyna, którą leciała z niewyjaśnionych przyczyn uderzyła w jeden z górskich szczytów, a jej resztki zostały pogrzebane w skalnej szczelinie.
– Obserwuj ludzi, próbuj rozeznać się w sytuacji – powiedział chłodno i wstał ze skórzanego fotela. – Możesz odejść. – Wskazał na drzwi, a sam wyszedł z pomieszczenia chwilę później.

Zanim na cel obrał któryś z eleganckich pokoi swojej posiadłości, skierował swoje kroki do jej podziemi. Wyciągnął z kieszeni pęk kluczy i wybrał jeden z nich, by otworzyć stalowe drzwi z kratami w małym okienku. Zatrzymał się w progu przyglądając się postaci, a precyzując – resztką, które leżały na podłodze pomieszczenia. To była Charlotte, choć nie przypominała tej siebie, którą zapamiętał. Kości wystawały, skóra była jak źle dobrany materiał i ześlizgiwała się resztek ciała do którego doczepiono obce elementy, które nie występowały w takim połączeniu w sposób naturalny. Oprócz resztek włosów, nic już nie świadczyło o tym, że była kiedyś kobietą, którą Dragomir mógł obserwować nocami z dziwnym uśmiechem na twarzy. Woń jej krwi niegdyś była hipnotyzująca.
Martwe ciało leżało na zimnej kamiennej posadzce. Zbliżył się spoglądając na nią. To co zostało, nie nadawało się nawet na stworzenie Vozhda. Kucnął obok i pogładził ją po resztach twarzy. Było już zdecydowanie za późno, by odwrócić eksperymenty i poczynione zmiany na Charlotte. Było za późno, by ją uratować. Pewne zmiany było nieodwracalne. Przestała żyć, jednocześnie przestając istnieć. Nie mógł pozostawić jej, by ktokolwiek odnalazł resztki tego, co z niej pozostało. 

Zniekształcenie. Modyfikacje. Operacje. Była to sztuka, ale i niebezpieczna zabawa, która chwiała się na granicy współżycia ze śmiertelnymi. Jednak, w tym przypadku, ktoś szyderczo przekroczył granicę. „Kto śmiał zhańbić sztukę chirurgii?” – miał ochotę wykrzyczeć to na głos, by dźwięk jego głosy dotarł do winowajcy, ale nic nie wydobyło się z jego gardła. Dragomir nie mógł pozwolić sobie na taką zniewagę. Było to dla niego, jak siarczysty policzek. Czegoś takiego nie puści płazem. 

Podniósł się, wyprostował i sięgnął po topór stojący pod ścianą. Zacisnął dłoń na trzonie. Porąbał jej ciało. Na posadzce pozostały większe i mniejsze kawałki. Strzępki i chrząstki. Przerzucił je na matę i zwijając wszystko wrzucił do beczki pełnej kwasu. Pomieszczenie wypełnił odgłos syczenia, a nieprzyjemny zapach stał się jeszcze intensywniejszy. Ale oprócz niego nie było tu nikogo. Nie było świadków. Nie było sprawy – teoretycznie.

Opuszczając podziemia w myślach toczył walkę. Z jednej strony wolałaby, jakiegoś Tremere, ale wiedział, że to nie ich sposób działania. To było zbyt delikatne, wyrafinowane w swoisty sposób. To był inny Tzimisce. Musiał być. I w dodatku robił, co mu się żywnie podobało. Dragomir zacisnął pięści i wiedział, że po raz kolejny będzie musiał odwołać się do monomacji, choć dawno tego już nie czynił. Nikt nie będzie wchodził na jego teren, niszczył jego własności, a tym bardziej zaniżał walorów estetycznych tego miasta. Nikt ma prawa wyśmiewać Tzimisce!

* * *

Ciemność, a chwila później błysk. Pomieszczenie wypełniło się jasnym światłem powodując chwilową dezorientację Dragomira. Zaklął mrużąc oczy, a gdy poczuł dziwny ból w ramieniu już wiedział, że trafił we właściwe miejsce. Światło stało się mniej intensywne, a naprzeciw niego stał młody wampir. Znał go! Widział go kilkukrotnie w towarzystwie Saschy Vykos. Uśmiechnął się chłodno spoglądając na zranienie, które było widoczne przez rozcięty rękaw marynarki. Kto by pomyślał, że wzgórza Los Angeles będą domem kogoś takiego?

Nie był w klinice od ponad tygodnia, poświęcając każdą noc na śledzenie śladów jakie pozostawiała tajemnicza postać, która była odpowiedzialna za śmierć Charlotte. Szybko wpadł na jego trop, trafił na odpowiednich ludzi i znalazł wskazówki. Dowiedział się, że to wampir i poznał jego miejsce pobytu. Decydując się, by ta noc była idealną na odwiedziny u swego klanowego brata.

Dopadł do niego, jak głodny mięsożerca do rannej zwierzyny. Zacisnął rękę na jego gardle i przycisnął do ściany. Dostrzegł, że za plecami wampira znajduje się pomieszczenie, którego wnętrze można było obserwować przez szybę, a za nią, była znana mu postać. Mężczyzna, który dla niego pracował obijał się raz po raz od ścian wpadając na nie co chwilę. Był otumaniony i zniszczony. 

– Nie będziesz nazywał tego sztuką! Ani nawet nieudanym eksperymentem! – Obrócił go przyciskając jego twarz do szklanej powierzchni. – To obraza tego, co uczynić można! Zniekształcenie? Strach? Jak w ogóle śmiesz mówić o strachu i dyscyplinie, która pozwala na coś więcej niż to, co zaprezentowałeś? To wzbudza więcej litości niż strachu – wskazał na postać pielęgniarza, który teraz był tylko zlepkiem elementów ciał, resztek skóry i kości i rekiniej płetwy.

Młody wampir wybuchnął śmiechem. Nie szarpał się, nie próbował wybrnąć z sytuacji, by jakkolwiek zmienić ją na swoją korzyść. Śmiał się w głos. Zamachnął się przeciągając ostrymi pazurami po twarzy Dragomira, w wyniku czego wylądował z hukiem na podłodze. Przeturlał się pod metalowy blat.

– Będziesz Zniekształcenie dyscypliną naszą nazywał, a umiejętności swe podnosić będziesz, i nie będziesz z terenu swego placu zabaw robił, albowiem jest to abominacja! – Dragomir przypomniał sobie słowa zasłyszane wieki temu, nie zważając na odniesione obrażenia, zacytował je głośno i patrząc w oczy młodemu Tzimisce doskoczył do niego i szybkim ruchem rozszarpał mu krtań. 

Hak Farabeufa leżał obok dłoni Dragomira, zaś po jego lewej spoczywała taca z przyrządami chirurgicznymi. Zakasał rękawy i nie bacząc na zbliżający się świt rozpoczął pierwszą, po kilkudniowej przerwie, operację – nie przewidując możliwości przeżycia pacjenta. Operacja, jak zabawa – nazywana torturami.

Czuł, że to nie koniec. Chirurga nadal nie odnalazł, a w dodatku gdzieś w głowie błądziła myśl o Saschy.

___________________________________
Praca w terminie przesłana do Administracji. Opublikowana z opóźnieniem.

Na cienie trzeba uważać. Bo inaczej mogą wyrosnąć im zęby. Naprawdę mogą. A czasem, kiedy chcesz zapalić światło, żeby je odpędzić nagle okazuje się, że nie ma prądu.


HISTORIA


Brakuje precyzyjnych informacji. Nikt jest w stanie potwierdzić jego pochodzenia. Ci, którzy mogliby – milczą, by nie przysporzyć sobie problemów i wrogów. Dawniej szeptali, że w Rytuale Tworzenia towarzyszyła mu znana postać – wampir, o którym krążą legendy, sugerując jako byłby z nim powiązany. Nigdy nie udało się potwierdzić owych doniesień. Brak dokumentów i jakichkolwiek świadków. Sam zainteresowany unika rozmów o sobie, potwierdzając jedynie, że przybył z Europy.

Pozostają domysły i krótki zarys historii, jaką sam niegdyś przedstawił. Gdy zdarzy mu się coś wspomnieć, przypadkiem, bądź poprzez inteligentne wmanewrowanie go w temat przeszłości, uchyli rąbka tajemnicy, mimo wszystko nie podając konkretnych dat, miejsc, czy charakterystycznych  i rozpoznawalnych nazwisk.

Oficjalnie wiadomym jest, iż dwa lata spędził pod opieką jednego z dawnych Kardynałów na terenach rumuńskich. Szybko pojął zasady nowego życia. Poznał hierarchię. Zdał sobie sprawę, że jest po drugiej stronie barykady. Dostrzegł, że świat nie jest tylko czarny i biały.

Dotychczas odwiedził wiele miast, ale wizytę w Berlinie wspomina najmilej, choć Rumunia zawsze pozostawała mu bliską. Jest właścicielem posiadłości w kilku europejskich miastach. Nie zaniedbuje żadnej z nich, choć nie bywa często na terenach swoich własności. Domami opiekują się ghoule, którym regularnie przesyła fiolki ze swoją krwią.

Uznawany za kontrowersyjną postać. Ma swoją filozofię i uzasadnienie działań. Nie różni się wiele od swych braci z klanu, choć zdarzyło się, że ktoś zarzucił mu sympatyzowanie z Camarillą. Oskarżyciel nie przeżył. Zbyt długa historia. Wojewoda sprawę wyciszył. Dragomir kilkukrotnie musiał odwoływać się do tradycji Monomacji. Nie mógł patrzeć na to, co działo się w szeregach klanu i Sabbatu.

W każdym jego działaniu jest jakiś cel. Podąża samodzielnie wyznaczoną drogą. Łamie wiele zasad. Próbuje się przystosować – pozornie. Na obcym terenie stara się przestrzegać prawa Maskarady, jednak wszystko do czasu. To nie Camarilla wyznacza reguły.

Bezwzględny, okrutny, zły do szpiku kości – można znaleźć wiele określeń, ale dowodów na to nie przedstawiono. Nie znaleziono nikogo, kto otwarcie by o tym mówił. Mądry, cierpliwy, uprzejmy, przebiegły, intrygant – to też tylko pogłoski. Podobno stereotypowy Tzimisce – ponury i poważny. Wysoko ceniący prywatność.

Doskonale wie, że nie trudno zachować pozory, wystarczy odpowiednio wszystko rozegrać. Dla niego (nie)życie to wielka gra, gdzie zwycięzcą zostanie najsilniejszy, a najsłabsze ogniwa zostaną unicestwione. Tą ścieżką podąża. Jego życie to nieustanna walka, intryga i okrucieństwo. Wie również, jak ważny jest strach. Karmi się nim. Napawa się bólem, przerażeniem i wszystkim, co chwilę przed śmiercią ukazują oczy ofiary. Strach uczynił swą bronią i znakiem rozpoznawczym, jak wszyscy Tzimisce.

Na swej drodze spotyka ludzi, jak i wampiry. Kiedyś spotkał też łowcę, niejednego – było ich kilku na przestrzeni lat, ale było to dawno. Nie szuka towarzystwa, tylko dąży do celu. Pragnie stanąć na szczycie Tzimisce, a być może i Sabbatu, u boku najznamienitszych. Pragnie zemsty i walczy o stanowisko najwyższego przywódcy.

Wykonuje swoje obowiązki, ale potrafi łączyć je z przyjemnościami. Nic nie jest dla niego świętością, gdy Bestia daje o sobie znać. Rzadko pozwala, by głód nim zawładnął, ale zdarzyło mu się z premedytacją wprowadzić się w taki stan. Niegdyś zabijał bez konkretnych preferencji. Zmieniło się to z upływem lat. Obecnie to miłośnik młodej, lecz dojrzałej krwi. Nie tknie nikogo przed 16, a po 40. roku życia.

Wiele ma na sumieniu, a właściwie miałby, gdyby jego sumienie działało właściwie. Diabolizm, śmierć nieletnich, zgładzenie całych rodzin. Zdaje sobie sprawę, że mimo milczenia, wielu o tym wie. Jednak jeszcze nikt nie podniósł na niego ręki. Do czasu – który płynie powoli.

Za nic ma ludzką definicję moralności. Wartości humanitarne pozostawił za sobą w chwili przeistoczenia. Zbyt wiele widział, nie mniej doświadczył. Postrzega wampiryzm jako krok na przód w ewolucji. Kolejnym krokiem miałoby być przekroczenie ograniczeń formy cielesnej. Najlepszym sposobem na osiągnięcie tego celu jest dyscyplina znana jako Zniekształcenie, która u reszty krwiopijców wzbudza dreszcz odrazy. On nie nazywa tego zniekształceniem, a modyfikacją. Na pozór nie przeprowadza prób na sobie, lecz pomaga współbraciom, albo eksperymentuje na ludziach i zwierzętach. Zaczynał od drobnych zmian: dodając ciału kolce, łuski, rzeźbiąc na podobieństwo ideału, albo sennego koszmaru. Teraz zakres jego eksperymentów jest o wiele szerszy. Kolczyki i tatuaże nie są mu obce i wydają się śmiesznie delikatną zabawą, przy tym co potrafi zrobić z ludzkim ciałem.

Rzadko mówi o swoim zapleczu "medycznym", bo stamtąd mało kto wychodzi żywy, ale zdarzały się wyjątki. Nie zaprzecza, że za odpowiednią cenę zrobi wszystko, prawie wszystko. Albo i więcej. Jednak, najpierw trzeba się do niego dostać, a nie każdy ma taką szansę.


PREZENCJA

Dragomir ma ponad 185 cm wzrostu. Solidną posturę. Hipnotyzujące spojrzenie. Paznokcie, których mogłaby pozazdrościć niejedna kobieta. Ma tendencję do ubierania się w staromodnym stylu. Jeśli pokusi się o nowoczesny strój to na pewno będzie to garnitur z najwyższej półki, albo na miarę skrojoną koszulą i spodniami w kant. Uwielbia płaszcze, garnitury, fraki. Nie gardzi dodatkami – rękawiczki, laska z rzeźbioną główką, kapelusz, pierścienie i kolczyki – oddają jego osobowość. W jego garderobie największą popularnością cieszy się jednolita czerń zaakcentowana bielą lub czerwienią. Nie oszczędza na swojej garderobie.

Posiada też drugie oblicze nazywane Kształtem Zulo. To forma przybierana za pomocą zniekształcenia na czas walki, aby zwiększyć swą przewagę lub przerazić przeciwnika. Staje się wtedy chitynowym monstrum z rogami, kolcami i innymi przerażającymi elementami na swym ciele.


SŁABOŚCI

Nie zaśnie, jeśli nie posypie miejsca swojego spoczynku przynajmniej dwiema garściami ziemi, z którą był związany, jako śmiertelnik. Nie potrafi porzucić trumny. Musi zaznać przynajmniej dwugodzinnego odpoczynku, raz na dobę.


POZOSTAŁE INFORMACJE

Miłośnik Krwawej Uczty, czyli rytualnej uczty, gdy ofiara, bądź grupa ofiar (ludzi, jak i wrogich członków Rodziny), zostaje związana i zawieszona głową w dół. Obecni na zgromadzeniu członkowie mogą swobodnie kąsać ofiary i napełniać kielichy ich krwią. Na ogół, na jednego wampira przypada jedna ofiara.

Z rodzącą się obsesją względem relikwii Sabbatu. Szczególną uwagę poświęca Tarczy Mosiężnego Serca (jest to mosiężna płytka, która umieszczona nad sercem chroni wampira przed niemagicznymi kołkami), Kości Udowej Toomlera (Kość, najprawdopodobniej pochodząca z wampira Tzimisce czwartego pokolenia, ma moc zadawania wampirom poważnych obrażeń. Toomler miał rzekomo posiadać nadnaturalne moce, między innymi umiejętność oddzielania części swego ciała i łączenia ich na powrót w całość.) i Językowi Jarthisa (Jeżeli ktoś włoży go sobie do ust, może kłamać bez obawy, że zostanie wykryty. Przykładając język do ucha można rozpoznać, czy jakieś stwierdzenie jest prawdą, czy kłamstwem.).

Znajomość przewinień i należnych za nie kar stosowanych w szeregach Tzimisce, jak i całego Sabbatu, rozwijał od początku swej przemiany. Dragomir wie za co należy się piętnowanie, a za co okaleczenie, czy wyrok śmierci.

Wielbiciel (niekonwencjonalnych) rozrywek Sabbatu. W szczególności: Gladiatorów – Wyłapywanie ludzi, wyposażenie ich w noże, pałki, łańcuchy i inną broń, po czym nakazuje się im walczyć między sobą. Zwycięzcy obiecuje się wolność i życie. Czy jest to prawdą czy też nie, zależy od sfory. Pozostali gladiatorzy stanowią miłą przekąskę po rozrywce; Tortury – Zabieranie ofiary (ludzi, jak i członków Rodziny) do schronienia, gdzie testowana jest jej odporność na ból; Figle i Fanty – Zabawa polega na tradycyjnym dla zwyczajów Halloween, chodzeniu od drzwi do drzwi i pukaniu z prośbą o fant, nawet jeśli nie jest to czas tego święta. Jeżeli nagabywani nie wykupią się fantem w postaci cukierka, figiel będzie polegał na wśliźnięciu się skrycie do środka i wypiciu krwi domowników. Czasami wampiry po prostu płatają komuś zwykłego psikusa (bez zabijania) – jak to ma miejsce w Halloween, gdy ktoś poskąpi słodyczy stukającym z formułką: "Fant albo figiel" przebierańcom.


* Cytat w tytule: Stephen King – Ręka mistrza

Wcześniej czy później nawet najsolidniejsza trumna musi spróchnieć...


KLINIKA  I POSIADŁOŚĆ DRAGOMIRA

Nowy właściciel, jak i lekarz prowadzący w jednej osobie, w Klinice Medycyny Estetycznej i Chirurgii Plastycznej, choć jego nazwisko nie widnieje w dokumentach. Doskonale zdaje sobie sprawę, że nie które rzeczy muszą zostać przemilczane, a w papierach pojawia się dziwnie nieczytelny podpis. Za pieniądze można wszystko! 

Klinika oficjalnie prowadzona jest przez wiernego mu ghula – Constantina Lai Ovidiu, który przybył do Los Angeles rok wcześniej, na rozkaz swego pana, by przejąć klinikę chylącą się ku upadkowi i nie pozwolić, by została tylko wspomnieniem. W ciągu kilkunastu tygodni miejsce to odzyskało swoją pozycję. Zatrudniono najlepszych lekarzy i chirurgów, wymieniono sprzęty i pozwolono, by zabiegi i spełnianie zachcianek klientów, niosło się echem po Mieście Aniołów.

Dragomir wykorzystał nadarzającą się okazję. Wcześniej czyniąc pierwszy krok, nie zastanawiał się nad kolejnym. Widział, że wszystko zostało właściwie przygotowane. Los Angeles mogło być kolejnym etapem w dążeniu na szczyt.

Jest nie tylko właścicielem kliniki, ale także całego terenu na którym znajduje się budynek wraz z drogą asfaltową prowadzącą do niegdyś znanego, a później znajdującego się w stanie upadłości hotelu, który został wyremontowany i rozbudowany zgodnie z jego planami i obecnie jest jego prywatną posiadłością. Budynek skrywa wiele tajemnic. Strzeżony jest przez kilkunastu ochroniarzy, system alarmowy i wysoki betonowy płot. Dragomir swoje schronienie traktuje, jak większość Tzimisce – jak azyl i całkowicie prywatne miejsce, gdzie dostęp ma właściwie on sam, nie licząc kilku wyjątków. Zaproszenie do rezydencji spotyka tylko najbliższych przyjaciół i należy traktować, jako wielki zaszczyt. Wtargnięcie do schronienia bez zaproszenia, naraża na gniew wampira, co najczęściej jest równoznaczne ze śmiercią. Złotą zasadą jest: Jeżeli Tzimisce zaprosi kogoś do swego schronienia, przyjmuje odpowiedzialność zapewnienia mu bezpieczeństwa.

Tajemnice posiadłości Dragomira: zaplecze medyczne w podziemiach, pomieszczenie pełne zdjęć ofiar i efektów działań chirurgicznych, chłodnia z krwią ofiar w 100 ml buteleczkach, galeria z obrazami uznanymi, na przestrzeni wieków, za skradzione lub zniszczone.

Tajemnice kliniki: gabinet będący prywatnym królestwem Dragomira, gdzie osobiście przeprowadza operacje nie znajdujące się w żadnym grafiku, zakratowane wejścia do kanałów utrudniające funkcjonowanie Nosferatu w tym rejonie, zejście do piwnicznej 'ślepej uliczki' z czterema pokojami do których klucze posiada tylko i wyłącznie on.

Nikt nie powinien zapuszczać się w nieznane rejony jego domostwa, jak i kliniki, a jeśli ktokolwiek tam zabłądzi musi spodziewać się spotkania na swojej drodze jednego z Vozhdów – istot, powstałych z połączenia wielu ciał ghuli i zwierząt, stworzonych, aby zniszczyć wszystko na swej drodze, albo Piekielnych Ogarów – psów (ghouli), które zasmakowały krwi swego pana i są mu posłuszne.

Powiązania: przyjaciele i wrogowie

{wszystkie postacie do przejęcia}

Constantin Lai Ovidiu
Ghoul
✟ właściciel Kliniki, czyli pan figurujący w dokumentach ✟
✟ robi więcej niż mu wolno, ale nie błaga o przebaczenie ✟
✟ sługa strzegący tajemnic swego pana ✟

Xander
Ghoul – Stwór
✟ taki trochę lepszy Vozhd ✟
✟ podstawą był człowiek, a reszta to tylko dodatki ✟
✟ nowa zabawka, nowy przyjaciel ✟

Ioana
Ventrue
✟ pokochana, jako kobieta ✟
✟ znienawidzona, jako członek Camarilli✟
✟ nie ma nadziei, jest tylko nienawiść i chłód  ✟

Blasius
Ghoul
✟ wierny sługa, lokaj i szofer ✟
✟ chłopiec na posyłki ✟
✟ słucha, wykonuje i nie dyskutuje ✟

Sascha Vykos / Myca Vykos
Tzimisce
✟ Priscus Sabatu ✟
✟ zdegustowanie i rosnąca nienawiść ✟
✟ największy problem na drodze do sukcesu ✟