23 marca 2017

Akt I: Szepty



Havoc
Edgar || Powiązania 
Malkavian || Wampir || Dziesiąta generacja i III wiek na karku || Barman w klubie nocnym Enclave || Dar widzenia faktów bliskiej przyszłości || Nieprzewidywalny w swych czynach i słowach || Melancholik || Niegdyś artysta || Lubi psy

Noc, pokój hotelowy. 
Havoc stoi pod oknem na przeciw starszego od siebie. 

Havoc (odpowiada jednym tchem.)
Czy pamiętam? Czy kiedyś byłem, czy stworzyłem, zagrałem, przedstawiłem. Nie pamiętam.. To było tak dawno! Wszystko mi się pomieszało... Przez śmiech we łzach z pamięci wypływało co dnia, co roku. Czy to już wiek minął? Kolejny. Nie wiem. 
Może kiedyś coś stworzyłem, może nawet żyłem, a może był to tylko sen. Może zasnąłem, nie obudziłem się, zniknąłem..... Zginąłem. A może po prostu nigdy nie byłem. Nie pytajcie mnie! 
Czasem się gubię, nie rozumiem, zapominam. Czasem nie wiem kim byłem, jestem. Z kim rozmawiam. Czyj to głos w mojej głowie?! Dlaczego? Dlaczego jestem tutaj, taki. Kim jest facet w moim lustrze?! Czemu go nie poznaje, choć zawsze jest ten sam. Dlaczego się uśmiecha? Czego chce? Wiem.
Wiem kto dzisiaj, kto jutro. Kto powie, kto zrobi. Kto będzie. Kto zabije. Po co? A z głodu. Z potrzeby, z ochoty. Bo ciężko jest mi tej pokusie się oprzeć. Od lat, wieku może dłużej? Ah ten czas tak szybko ucieka. Nie nadążam. Za czym? Za sobą. Za myślą, czynem, światem. Zbyt długo uciekałem od tego. Czego? Potwora, krwiopijcy. Od siebie samego. Czym się stałem, byłem, jestem.
Wampirem...

Havoc wzdycha, po czym kontynuuje.

Kiedyś coś straciłem. Czy było ważne? O tak! I to jak! Cząstkę mnie, może kogoś. Nie ważne. Teraz tego nie ma. Została tylko wypalona dziura.. Chyba w mojej głowie. Myślę, że to przez nią. Przez tą dziurę wchodzą te głosy. Szepczą. Gdzieś pomiędzy wyobraźnią, a zdrowym rozsądkiem, mącą spokój i ciszę.
Zawsze byłem inny, wiem. Nie przystosowany jak należy. Pewnie groźny. Czasem okrutny, ale nigdy chciwy. O nie! Chciwy nie byłem nigdy! Czasem tylko inny.
Tak, nie tutaj się urodziłem. Gdzie? Dawno temu, w Anglii tak starej jak ja sam. Ameryka, to już tu? A no tak.. Przypłynąłem, tuż po wojnie. Dlaczego? Chyba nie miałem wyjścia. Do LA, bo chyba musiałem. W 1942 roku.

__________________________________________________________________

Witam i mam nadzieję, że Pan mi się przyjmie.
Na co dzień raczej nie będzie aż tak zakręcony. przynajmniej powierzchownie.
Z wielką chęcią przygarnie ghula!
Wtedy też myślę o dodaniu jakichś powiązań.

Wizerunek: Tom Hiddleston
*Havoc - z ang. spustoszenie, dewastacja, zniszczenie.
Synonim mayhem.

18 marca 2017

bezdźwięcznie krwawisz nocą

Nūḥ      GANGREL      sprzedawca w lombardzie pawnshop EMPIRE      ÓSMA GENERACJA       INFORMATOR         KONIEC XIX / POCZĄTEK XX w.      honorowy NA SWÓJ NIETYPOWY SPOSÓB      wiedza to potęga, którą ma zamiar wykorzystywać        Manipuluje tymi, którzy na to zasłużyli       po godzinach łowca głów ze swoim stwórcą        tatuś: hunter        PEŁEN ŻYCIA        przemiana w wilka
Dnie, dzień, kilka godzin... chwil... wydawały się być latami spędzonymi w pustce. Ciemności i dziwnego bólu, tak specyficznego, ciężkiego, że nie chciał ustąpić. Musiałem go ukoić. Zniszczyć i pozbyć się go. Nie wiedziałem co się ze mną dzieję. Co się dzieję ze światem otaczającym mnie. I moim ciałem. Dawnym życiem, mające już nigdy nie powrócić... ostatnie wspomnienia. Myśli tęsknoty... i nic już nie było. 

Ogień w moich żyłach płynie i nie może zagasnąć, póki nie oddam się całkowicie Jej pragnieniu. Znajome myśli popychają mnie w Jej stronę, nie mogąc ustąpić. Wiem, że woła mnie do siebie, a ja tylko tego pragnę. Nie mogę przestać. Nie mogę. Potrzebujemy siebie nawzajem. Dopełnia mnie. Ja dopełniam Ją. 

Gniew jest początkiem czegoś wspaniałego, początkiem do ponownego spotkania i odkrycia siebie na nowo. Wypełnienia tęsknoty dawno zapomnianym pragnieniem. Prawdziwego życia, gdy nikt ani nic nie może cię zatrzymać... 
                                                                                                                                                            
POWIĄZANIA ● HISTORIA ● WIĘCEJ
                                                                                                                                                            
WIZERUNEK: Dan Stevens. W TYTULE: Chelsea Wolfe - "House of Metal". GG: 45839413. E-MAIL: buckysass@gmail.com.

10 marca 2017

I Urodziny Bloga The Vampire Masquerade

Moi Drodzy

Dzisiaj wielki dzień - niektórzy może czekali na niego z utęsknieniem, a inni wcale się go nie spodziewali. Ten czwartek nie jest zwykłą częścią tygodnia. Jest natomiast najwspanialszym dniem jaki jako administracja mogłam wymarzyć w swoich najśmielszych snach.

W ten oto czwartek 9 marca 2017 roku obchodzimy
Pierwsze urodziny bloga The Vampire Masquerade!

Dokładnie rok temu (jak spojrzałam w wiadomości o godzinie 17:18) wznowiliśmy ponownie działalność wampirzego Los Angeles, a Camarilla znów starła się krwawo z Sabbatem na mrocznych ulicach tej potężnej metropolii. Tym razem czuliśmy się silniejsi i jeszcze bardziej gotowi na zawojowanie blogosfery, by przykryć ją "mrokiem".

Dużo wydarzyło się przez ten czas. Blog rozrastał się i zmieniał, a przez jego karty przewinęli się wspaniali autorzy. Każda z postaci była jedyna w swoim rodzaju i dodawała potrzebną cegiełkę do historii The Vampire Masquerade. Każdy z twórców był nie tylko współpisarzem, ale także przyjacielem oraz śmiało powiedzmy... Członkiem naszej małej wampirzej rodzinki. Poznawaliśmy się, zawiązywaliśmy więzi, braliśmy udział we wspólnych zabawach i co najważniejsze - świetnie się razem bawiliśmy wypełniając Los Angeles perypetiami Toreadorów, Nosferatów, Gangrelitów czy Malkavian. Czasem bohaterowie odchodzili w glorii chwały, inni znikali w podróżach do dalekich krain, niektórzy natomiast próbowali odkryć swoje powołanie, niemniej jednak każdy zostawił widoczny, nieodwracalny ślad w historii wampirów Los Angeles. Wspomnienia, które naprawdę ciężko wymazać z pamięci, bo są tak bliskie.

W tym miejscu pragnę podziękować wszystkim tym, którzy przez ten wspaniały, przecudowny rok brali udział w życiu The Vampire Masquerade - zarówno obecnym autorom, jak i tym którzy nie są już obecni na blogu. Nie sposób nie przeliczyć Waszej pomocy, kreatywności i magii stworzonych postaci. Cieszy mnie, że mimo wielu przeciwności w życiu codziennym wciąż spotykamy się tu raz na jakiś czas, w luźnej i miłej atmosferze, pomagamy sobie wzajemnie i dzielimy historiami. Nie sposób nie znaleźć lepszych towarzyszy do dalszej zabawy, a także zwykłej rozmowy.

Z całego serca życzę byście trwali na blogu jak najdłużej i prowadzili historię dalej. Byśmy rozwijali bloga i pchali go do przodu w dzikim pędzie ku przygodom w wątkach. By wampirze Los Angeles pozostało mroczne i posępne, ale także intrygujące oraz gotowe podzielić się historiami z każdym chętnym. 
Na koniec chcę złożyć osobiste podziękowania dla Was autorów, bo bez Was ten blog byłby niczym. Żaden blog nie ma sensu jeśli nie jest tworzony przy pomocy i dla kogoś.

________________


Lisa - za ten rok pomocy i tego, że ogarniasz bloga kiedy ja latam i udaje, że "robię ważne rzeczy w stylu Ventrue". Za każde słowo rozsądku oraz klepania po głowie, by się ogarnąć i zacząć działać jak należy. Za wsparcie z każdej możliwej strony i wszystkie te cudowne szablony, które ubogacają bloga i sprawiają, że z każdym wydaniem jest coraz piękniejszy!

Felice - nie zdążyłyśmy się jeszcze tak dobrze poznać, ale dziękuję i ściskam mocno za chęć wzięcia udziału w naszej małej zabawie. Oby Twoja bohaterka zbudowała tu mocną i trwałą historię, bo jest tego zdecydowanie warta! Baw się u nas jak najlepiej i poznawaj autorów.

Hellen - za to z jakim zapałem zawsze udzielałaś się w życiu bloga, czy to w kwestii wzbogacania ich opowiadaniami z historią Hellen (które wciąż z emocji "pomagają mi" wylać piwo na kanapę) czy tańcem wykonanym dla Niko. Nie sposób przeliczyć pomoc Hellen dla wielu wampirów, więc tym bardziej należy wyściskać!

Hurricane - oby wampirzyca odnalazła mężczyznę, którego tak szuka i zapuściła korzenie w Los Angeles jako nie dająca się złamać, odważna i pewna siebie Malkavianka. Osteo - by powrót do nas był tak długi, że prędzej wywali kalendarz na blogspocie nim się skończy!

Merit - z całego serca dziękuję za powrót na bloga oraz to, że znowu postanowiłaś związać z blogiem swoją historię. Tym milej, że ponownie zaskoczyłaś nas postacią bohaterki niezrównanie twardej i świadomej tego, że nie pozwoli skrzywdzić porządku Los Angeles.

Narcissa - byś wciąż pozostawała tak tajemnicza i enigmatyczna, ale przez kolejny rok pozwoliła odkryć choć rąbka tajemnicy swojej niezwykłej historii. Z całego serca dziękuję, że postanowiłaś podzielić się swoim talentem i historią właśnie na The Vampire Masquerade!

Beckett/Danica- za podejmowanie się postaci w tak ciekawy, intrygujący i rozbudowany sposób, że karty śnią się po nocach. Za bycie zawsze w gotowości do porady i pomocy i tego, że opowiadanie o Meg wyciskało łzy ze śmiechu oraz ściskało serce, że ktoś posiada tak wspaniały talent do pisania - do dzisiaj wraca się do tej historii z niemałą przyjemnością.

Dragomir/Petyr - za bycie klejnotem oryginalności wśród wampirów Los Angeles i podjęcia się życia wśród tych Camarillowców. Za ubogacanie życia zwykłych mieszkańców swoimi cudownymi zdolnościami chirurgicznymi, a także tego że w Dzień Dziecka Dragomir postanowił obdarować prezentami swoich pracowników. Natomiast Petyr niech godnie reprezentuje nam nosferacką inteligencje i przebiegłość. Heretika - dziękuję za wszelką chęć pomocy oraz życzę by w kolejnym roku półki jeszcze bardziej uginały się od książek z wampiurami!

Hunter - za to, że patrzysz na niego i myślisz "Łał, to dopiero Gangrelita w pełnej krasie!", na dodatek wzbogacony potężną i przemega ciekawą historią. Za to, że zawsze gdy odwiedzisz kartę spotykasz coś nowego i dowiadujesz się więcej. Także za to, że "Gdzie jesteś?" stało się przykładem opowiadania, które łączy w sobie tak dużo perfekcji i przygotowania, że czyta się je jak książkę wielkiego autora.

Niko - dzięki tobie Ravnosi wpadli do Los Anleges niczym burza na resorach i nie zamierzają opuścić tych włości za żadne skarby, póki nie narobią odpowiednio kolorowego szumu. By ścieżka paradoksu wciąż Cię zachwycała i inspirowała systemem filozoficznym bo jak pamiętam wspominałaś o mahajanie - by Niko wciąż pozostał w 100% Tobą! I by miłość do Ravnosów nigdy nie zgasła.

Jeszcze od siebie bardzo chciałabym podziękować: 
Quinlanowi za bycie przecudownym, niezapomnianym i oddanym sprawie Egzekutorem, który pojawił się z wielką mądrością, krzyżowcowym honorem oraz niebanalnym charakterem zatrząsając Los Angeles niemalże od samego początku istnienia; 
Meredith za tworzenie wspaniałego, artystycznego świata w którym można było się zatopić i zniknąć na długie godziny; 
Antonowi Kastnerowi za stworzenie skomplikowanej postaci z krwi i kości, której historia wzruszała niejedno wampirze serce;
Meg za zawirowanie naszymi losami w sposób jednocześnie przeuroczy i jednocześnie całkowicie niekontrolowany oraz łeb który wylądował w kwiatkach-bławatkach;
Caileanowi za stworzenie wampira jednocześnie tak spokojnego oraz niesamowicie strasznego w swej aurze diabolizmu, że nie sposób było się mu postawić;
Ripperowi za szaleństwo w czystej formie, nieokiełznane i burzące wszelki porządek w postaci odszczepieńca łamiącego wszelkie konwenanse;
Peterowi za to, że pozwolił poznać się światu jako ghoul tak oddany swojej pani, że zasługiwało to na wieczny szacunek i podziw, a także przykład niesamowitej lojalności oraz miłości;
Vangelisowi za bycie naszym przewspaniałym Primogenem, który emanował przedwieczną mądrością i był przykładem idealnie skonstruowanego Malkava. Oraz wiedzę, że prawdziwe wampiry nie trzęsą się od krwi, a od cukierków;
Amadeuszowi za historię prawdziwie utalentowanego muzyka, skupiającego się na wiecznej perfekcji własnych dzieł;
Avalonowi Brightwood oraz Jacqueline Marceau za bycie odważnymi właścicielami Ocean Noir;
Charlesowi Wright za cudowną próbę aktorstwa w Teatrze Nocturne;
Connerowi Cesar za pokazanie, że bibliotekarz to wcale nie jest taka nudna praca dla Brujah;
Bakurze, Ethanowi Walsh, Francisowi Walsh, Renee Russell za bycie twardymi perełkami wśród wampirów czyli ludźmi; 
Nadii M. Morozowej za walkę z porządkiem, a przez to wprowadzaniem adrenaliny na ulicę Los Angeles;
Septimusowi za to, że bez wahania podjął się pokazania nam jak naprawdę powinien wyglądać Tremere;
Setiemu za najcudowniej pokazanego Setytę i tego, że niewątpliwie przetarł szlaki innym postaciom z tego klanu;
Orlokowi za bycie złośliwym hakerem stanowiącym niemałe zagrożenie;
Ilji za dotrzymywanie kroku Vangelisowi i nieodgadnione prorocze sny;
Adamowi Virtanen za cudowne koncerty wiolonczelowe i miłość do "Władcy Pierścieni";
Alexandrze Jackson za dumne trzymanie tytułu Matuzalema i przejaw instynktów macierzyńskich;
Arianwen Cath za bycie intrygującym, absolutnie nieksiążkowym przykładem Brujah.

Jeśli kogoś nie wspomniałam przepraszam z całego serca, starałam się ze wszystkich sił - niemniej jednak ściskam Was bardzo mocno, wszystkich obecnych i dawnych autorów, wymienionych i nie, każdego z osobna! Mam nadzieję, że kolejny rok będzie dla nas jeszcze lepszy.

Niech żyje Maskarada! Wznieśmy toast!

27 lutego 2017

Gdyby zaofiarowano nam nieśmiertelność na tym świecie, któż chciałby przyjąć dar tak smutny?


Narcissa
Mą głowę ściska korona z poroża jelenia,
ściśnij ciekaj SKACZ płacz płacz płacz zabij biegnij pij pij
do sucha do utraty tchu MORDUJ biegnij pij PŁACZ sucha sucha
Koronę cierniową dźwigam krzyż szaleństwa wszystkich
NAS…
Biel – czerń – rubin – ziel…

Dźwigasz? Kłamiesz. Leżysz pod jego ciężarem.
– ZAMILCZ!
Nie waż się tego mówić.
Królowa szalonych.
W złocie, srebrze, krwi, popiele.
Na tronie z kości ułożonym.
w grobie grobie grobie grobie GROBIE grobie grobie
martwa mara kłamca ŁGARZ potępiona dziwka PANI brudna dusza PIJ do sucha
Wynurzam się łapczywie pragnąc tchu –
Ma duszo po kawałku popielona!
Lecz nie ukojona.

Chwytam metalową puszkę.
Złoto – czerwień – brąz – zieleń – żółć
Boję się zapomnieć kolorów
nie uciekniesz biegnij stój pij morduj nie DOTYKAJ śpij śpij śpij śpij

Czarno – białe miasta, niewyraźne twarze
Szare blokowiska, wyczerpane drzewa
Zanurzam palce w czerwonej mazi

farba krew krew farba krew farba krew farba krew krew KREW
Wciąż tu są –
kolory – życie – śpiew – Chanel No5 – sen

skacz płacz biegnij pij leż ściskaj pij pij pij
korona z poroża jelenia

krzyż szaleńców
los straceńców
na wieki wieki wieki wieki
WIEKÓW
– Amen.

Malkavian • Siódma generacja • Właścicielka Lotus Blossom

22 lutego 2017



H E L L E N    S T A I N V I L L E

ur. 1762 | zm. 1789/1955/2002
Informator | Ventrue | Dziesiąta generacja | Mózg IT | Krew graczy polo
Powiązania | Historia


Wszystko jakoś dziwnie tak wiruje, jakby wokół niej, ale przecież wciąż obok. Spojrzenie ma ciche, jakby ciemne, cyniczne i ciepłe jednocześnie. Pracuje skupiona, wyprostowana, chłonąc zapach parkietu w sali, wdycha dym świec i wydycha ciężar. Obraca się do Ciebie, uśmiecha nikle, patrzy więcej i wyciąga dłoń. Chwytasz.

Nie wiesz czemu zniknęła, ani czemu pojawiła się ponownie. Chodzą plotki, że była w Waszyngtonie, jeszcze nikt nie spytał po co i czemu właściwie wróciła z bliznami szpecącymi twarz. Nadal jednak idzie korytarzem z wysoko uniesioną brodą, uważnym spojrzeniem omiatając otoczenie. I tylko zmarszczone lekko brwi mogą zdradzać ile myśli kryje się w jej głowie. Choć w gruncie rzecz jest śmiertelnie spokojna i dojrzała, spojrzenie ma inne niż wcześniej, jakby dziksze ale i świadome. Wiesz, że przeżyła coś, co uświadomiło jej, że nie jest już dzieckiem, choć tak dawno przestała nim być.

_____________________________________
Tentegesy można na gg: 56904101 
Kocham Was!

9 stycznia 2017

My nie mówimy dużo, a cisza wiele znaczy. Każdy na swój sposób jest piękny. Moim sposobem jest ciemność.


Nauczyłem się jednego i ty też to zapamiętaj: nie oceniaj ludzi po wyglądzie. Zwłaszcza tych martwych.

Wstrętny, szpetny, szkaradny, ohydny, obleśny.
Szczur i śmieć.

Jestem wyrzutkiem wampirzego społeczeństwa.
Jestem Nosferatu.

Lepszy żywy szczur, niż martwy lew.

 ✝ 899 ✝
✝ Wybudzony z Torporu ✝
✝ Generacja VI ✝


Nigdy nie było lepiej. W jego życiu panowała dziwna monotonia. Zawsze sam, stroniący od ludzi. Milczący, niedostrzegany. Nigdy nie było gorzej. Dach nad głową, zawszony siennik, drwa na palenisku i względna dostępność pożywienia. Być może kiedyś miał jakąś tożsamość – imię i status społeczny, a może nawet dom i rodzinę. Być może też nie miał niczego – szwendał się po targowisku, pomieszkiwał w obskurnym podpiwniczeniu, a nocami włóczył się po tawernach. Zarabiał sprzedając informacje.
Właściwie zapomniał, jak to było. Albo chciał zapomnieć. Teraz, jakoś nie-żyje. Mieszka na zamkniętym od lat cmentarzu, śpi w kamiennym sarkofagu ukrytym w grobowcu, którego od lat nikt nie dogląda – na całe szczęście – bo mógłby się zdziwić, jak łatwo można stworzyć domową atmosferę w miejscu kompletnie do tego nieprzystosowanym. Chciał mieć spokój, a ma za dnia, często dziesiątki ludzi spacerujące alejami, a nocą tych, co szukają schronienia, kryjówki, mocnych wrażeń. Spotyka ćpunów, przepitych do cna osobników, poszukiwaczy mocnych wrażeń, łowców duchów i ludzi, którzy na wiele innych sposobów wykorzystują mroczne i spokojne zakątki.
Często podróżuje siecią korytarzy i kanałów pod Los Angeles, obierając za cel najróżniejsze miejsca w mieście, bo wieści z nieba nie spadną. Czasem da się komuś znaleźć – trafiają się tacy, którzy poszukują go pośród granitowych pomników, zdecydowanie rzadziej sam kogoś szuka. Zabawne, jak wiele informacji potrafią przekazać śmiertelnicy, a wszystko przypadkiem.
Nie pyta: "Po co?", a jedynie "Ile takie informacje są warte?". Czasem okazuje się, że na szali jest czyjeś życie. Czasem chodzi tylko o zaginioną zabawkę. Bywa, że komuś podpowie, gdzie kupić broń. Innym podrzuci kopertę z zagadką. Pomaga nie tylko wampirom, czasem również ludziom. Jednak zawsze są to sprawy istotne dla tych, co pytają. Kto pyta, nie błądzi. O ile nie jest zbyt dociekliwy. Każda informacja ma swoją cenę. Czy warto ją zapłacić za pewne wiadomości? Co, jeśli cena będzie zbyt wysoka? A co, gdy prawda okaże się zbyt bolesna i lepiej było żyć w niewiedzy? Reklamacji nie uwzględnia.
Nie ma przyjaciół pośród krwiopijców i czasem tygodniami nie utrzymuje kontaktu z innymi wampirami, a jednak przejawia zaskakującą świadomość tego, co dzieje się w mieście i jego najbliższych okolicach. Lubi podsłuchiwać z ukrycia, obserwować i wyciągać wnioski. Zdarza mu się zakradać na spotkania Księcia, jak i ważnych w środowisku wampirów poznając wiele sekretów, nie zawsze istotnych, ale często pikantnych.
Nie mówi nieproszony. Nie lubi marnować słów, bo mają one swoją cenę. Zgorzkniały, choć liczył, że kiedyś to minie. To uczucie rozprzestrzenia i pomnaża się, a chwilę później zanika. Długi sen nie zabrał ze sobą przeszłości, nie zmienił niczego poza otaczającym go światem. On, całym sobą, pozostał taki sam. Zgorzknienie karmi się zranionymi uczuciami i urażoną dumą, wybucha strumieniem brudu i ślepej nienawiści. To obrzydliwe. Tak samo, jak on. 
Potrafi wyłączyć się na bodźce zewnętrzne. Umie być, jak posąg – zimny, obojętny i przerażający. Opiekun kamiennych aniołów, zniszczonych pomników i porośniętych mchem rzeźb. Przyjaciel szczurów, nietoperzy i kruków. 
Ma zaskakująco praktyczny i zdrowy umysł, jak na kogoś takiego pokroju. Wesoły w całym swym odpychającym jestestwie, maskując swe wiekowe zgorzknienie. Podwójnie radosny, gdy ktoś zmuszony jest wejść do jego królestwa, jakże odpychającego dla większości, zaś przyjaznego dla niego. Znany ze swej zrzędliwości, okropnego rodzaju poczucia humoru i zagadkowości. Podobno także z arsenału posiadanej broni. Nie ma co liczyć, że kiedykolwiek dostosuje się do standardów cywilizowanego społeczeństwa. Tak samo, jak społeczeństwo nigdy nie zaakceptuje jego.
Korzystając ze swych dyscyplin klanowych mógłby być kimś więcej. 
/Niewidoczność/ Mógłby poruszać się wśród ludzi, wymazując swój obraz z ich umysłów. Mógłby maskować swe oblicze pięknem, jak u innych nieśmiertelnych. Mógłby, ale nie potrafi utrzymywać z nimi stosunków. Woli ukrywać się w cieniu. Unika wszelkich kontaktów, wybierając samotne życie i rezygnuje z chaosu interakcji z innymi. Życie na uboczu jest jego świadomym wyborem, odkąd stał się tym, kim jest i nadal pozostanie.
/Animalizm/ Mógłby wykańczać wszystkich swych wrogów nie biorąc w tym czynnego udziału. Mógłby nasyłać plagi szczurów i hordy bezpańskich psów, wszystko dla własnych korzyści. Jednak tego nie czyni. Niezwykle silna umiejętność porozumiewania się ze zwierzętami ma wiele zalet. Potrafi zakłócić spokój, zapewnić rozrywkę i wypełnić pustkę, ale jeszcze nigdy nie stała się jego orężem, choć była straszakiem.
/Potencja/ Mógłby w kilka chwil rozszarpać na drobne strzępy ciała swych wrogów. Mógłby niszczyć kamienne mury i wyważać drzwi. Bez problemu potrafi zwiększyć swą siłę oraz wytrzymałość fizyczną znacznie przekraczają ludzkie możliwości. Znów mógłby, ale ucieczka do tego jest ostatecznością, bądź znaczącą potrzebą.
Zdarzają się chwile, gdy klanowe umiejętności przydają się bardziej niż zwykle. Wtedy, najczęściej, chodzi o zdobycie pożywienia, ochronę swego schronienia i... dobrą zabawę. Ale to już odrębny rozdział.

______________
W tytule autor nieznany.
Wizerunek:Stephen McHattie, jako Vaun (The Strain).

24 grudnia 2016

A Very Vampire Christmas!


W przerwie między kolejnym pierożkiem, a smażeniem karpia...

Moi drodzy!

Pewnie nie każdy wampir wspomina i chce pamiętać o świętach. W końcu ile to lat można świętować coś, co bardziej bliższe jest ludziom i ich wierzeniom niż temu co naprawdę dzieje się na świecie?
Jak w przypadku Dnia Dziecka o którym wspominaliśmy wcześniej - też nie należy umniejszać znaczenia tego święta nawet w nieśmiertelnym środowisku. W końcu kiedyś być może sami cieszyliśmy się na ubieranie zielonego drzewka pachnącego igliwiem, czas spędzony z najbliższymi nam osobami i napychanie brzucha przepysznymi potrawami.
Co jeśli damy się ponownie, już teraz jako zupełnie inne istoty, pochłonąć przez magię świąt? Zbierzemy naszych znajomych i szczerze oznajmimy "Pierdzielić nieśmiertelne konwenanse, po prostu zróbmy święta!"?

Kochani, z okazji świąt Bożego Narodzenia Administracja pragnie życzyć Wam wszystkiego co najlepsze! Ciepłej, rodzinnej atmosfery i przyjemnego spotkania z wszelkimi ukochanymi osobami. Nawet jeśli spędzacie święta sami lub w pracy nie martwcie się - ktoś zawsze i na pewno o Was myśli i chce byście te święta mimo wszystko spędzili bez zmartwień oraz kłopotów. Życzymy też najważniejsze spokoju i czasu dla siebie, dużo zdrowia w nadchodzącym roku oraz sukcesów we wszystkim czego się podejmiecie. Oby ten rok zniknął we wspaniałości następnego!

Jako Autorom chce Wam podziękować za ten wspaniały rok i wszystkie prowadzone tutaj rozmowy, dyskusje, zapoznania oraz wątki. Oby dobrze spędzona w tym roku Wigilia sprawiła, że wciąż będziemy wzbudzać strach i trwogę w Los Angeles, a nieśmiertelne społeczeństwo nigdy nie zniknie z tej metropolii. Raz jeszcze - dużo weny, wprost dużego worka, oraz kolejnych wspaniałych przygód na The Vampire Masquerade.

Bawcie się dobrze w najbliższych dniach, jedzcie dużo barszczu i pijcie kompotu z suszu oraz co najważniejsze - dajcie sobie choć w tym jednym dniu chwilę oddechu i odpoczynku :)

Wesołych świąt!

16 listopada 2016

"Wampiry, kamera, akcja!" – Książę Dracula - Dracula (1931)

"Wampiry, kamera, akcja!"


"Pomówimy o..." czyli recenzja filmu Książę Dracula - Dracula (1931), która tak właściwe to z recenzją niewiele ma wspólnego. Za popełniony tekst odpowiada Dragomir Bolivar i jego support, czyli Heretika Kain. Uwierzcie, że film jest lepszy, niż ten tekst (albo odwrotnie).

Książę Dracula - Dracula (1931)

"Po męczącej podróży poprzez Karpaty Renfield dociera do mrocznego zamku Draculi, aby sfinalizować sprzedaż opactwa Carfax w Londynie hrabiemu, który okazuje się wampirem. Odurzony przez hrabiego Renfield staje się jego sługusem i pomaga Draculi dotrzeć do Anglii. W Londynie hrabia wypija krew młodej Lucy Weston, zamieniając ją w wampirzycę, a następnie zwraca swoje zainteresowanie w stronę jej przyjaciółki Miny Seward. Ojciec Miny wzywa specjalistę, doktora Van Helsinga. Wspólnie z narzeczonym Miny, Johnem Harkerem, postanawiają unicestwić Draculę."

Heretika Kain: Czyli: "Dzień dobry, ale ja poproszę książkę Brama Stokera."
Dragomir Bolivar: Warto by czasem coś obejrzeć, a nie przesiadywać w mojej prywatnej bibliotece.
Heretika Kain: MOJEJ. Mojej bibliotece.
Dragomir Bolivar: Ale, zaraz... współczesnego oglądałaś i nie marudziłaś.
Heretika Kain: Ciiii! To co innego.

Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość... Choć podstawy każdego filmu, czy serialu są takie same to obrazu Draculi zgoła inne, ale przejdźmy do filmu, pozostawiając rozprawę dotyczącą wielokrotnie pojawiającej się postaci hrabiego-krwiopijcy w kinematografii. W innym przypadku, w tej chwili mogłaby wybuchnąć kłótnia. Dragomir bardzo lubi się ze mną kłócić.

Heretika Kain: A, więc...
Dragomir Bolivar: Nie zaczynamy od "A, więc..."

Cofnęliśmy się w czasie, a właściwie spróbowaliśmy, jednak nim to nastąpiło portal Filmweb okazał się niezwykle pomocny serwując opis filmu, który powoli wczytywał się w innej karcie wyszukiwarki, by za chwilę zostać odtworzonym. Szybko okazało się, że wyżej przytoczony opis to praktycznie cały film w kilku zdaniach. Ale, jak to? Otóż tak to. Nic dodać, nic ująć. Widocznie za bardzo przywykliśmy do współczesnego kina, jednak przejdźmy dalej, a właściwie wróćmy do początku, czyli momentu, gdy zasiedliśmy przed ekranem komputera.

Heretika Kain: Panie Renfield, cóż pan najlepszego uczynił? – było pytaniem, które nasunęło się w pierwszym nadarzającym się momencie, czyli początek akcji i trach! Mamy podróż, wystraszonych ludzi, brak wiary w opowieści, 'niestworzone' historie i powóz umówiony o północy na przełęczy. Jak bardzo trzeba być naiwnym, albo ślepym, by nie dostrzec, że jest coś nie tak? Ależ, w tamtych czasach przecież wszyscy bredzili... 
Dragomir Bolivar: Tak, jak ty teraz...
Heretika Kain: Cierpliwie znosiłam towarzystwo Dragomira, który nie raz miał więcej do powiedzenia nie na temat, niż o samym filmie. Sceny początkowe wydawały się zapowiedzią nadchodzącej tragedii, a właściwie były same w sobie znakiem, że Dracula to nie taki zwykły mieszkaniec zamku. Bo kto normalny mieszka w zamku? 
Dodatkowo Renfield sam się pcha tam, gdzie akurat bardzo go chcą. Darmowe żarcie! Bo kto by wierzył w stwory żyjące nocą, zmieniające się w nietoperze, czy wilki? Ba, a do tego poligamiczne związki? Przecież to samo w sobie brzmi, jak jakaś bujda, więc... olać pogłoski i jazda do zamku!
Dragomir Bolivar: Nim do zamku dotrzemy. Renfield, całkiem przy okazji, dostaje krzyżyk, który jest motywem pojawiającym się w wielu filmach o wampirach, jakby obecnie miało to kogoś obronić.
Heretika Kain: Ale widziałeś ten krzyżyk? I mówimy o tamtych czasach, nie obecnych.
Dragomir Bolivar: Krucifiks!
Heretika Kain: Bo Jezusek ukrzyżowany. Kruca fiks! Tfu, kruca fuks!
Dragomir Bolivar: Ale, że czekaj... że Jezus kogoś obroni?
Heretika Kain: Zmieniasz temat. O tym kiedy indziej. Po prostu, tak się przyjęło, że wampiry boją się krzyży, czosnku i kilku innych rzeczy. Takie strachliwe stworki. A z krzyża zrobić można kołek, o!
Dragomir Bolivar: Dobra, dobra. Wygrałaś. Przejdźmy dalej.
Heretika Kain: Dyskusja z Dragomirem potrafi wspiąć się na szczyt bezsensowności. Naprawdę. Wróćmy do filmu. Tutaj powinna być przerażająca melodia zapowiadająca pojawienie się tytułowej postaci, bo oto na scenę wkracza Dracula! Bela Lugosi we własnej osobie mistrz i jedyny w swoim rodzaju.
Dragomir Bolivar: I jego małżonki. Całkiem zacne.
Heretika Kain: *klasyczny facepalm* Drago, przysięgam, że nie przeżyjesz... 
Proszę, proszę. Lecimy klasyką. Mamy wycie wilków. Scenerię, jak z taniego filmu lub amatorskiego teatru. Ktoś wie jaki był budżet? Wizualnie szału nie ma, ale czego się spodziewać po takim skoku w przeszłość... Perspektywa czasu i rozwój sztuki filmowej robi swoje. Czepiamy się szczegółów porównując je do współczesnych wystrojów, muzyki i efektów specjalnych. Nasz błąd.
Dragomir Bolivar: Nie no. Mgła jest zajebista.
Heretika Kain: *chrząknięcie* Jak w jarającej się fabryce...
Dragomir Bolivar: Nietoperze są genialne. Prymitywne, a jak urzekające.
Heretika Kain: Wystrój, jak na amatorskie Halloween. 
Dragomir Bolivar: Ale zameczek to ma ładny.
Heretika Kain: Ociupinkę zakurzony.
Dragomir Bolivar: Ale ładny!


Ciężka analiza miejsca zamieszkania doprowadziła do dyskusji, która nie powinna nawet przejść przez myśl, a jednak. Wylądowaliśmy przy pytaniu...

Dragomir Bolivar: Ej, dlaczego wampiry nie mieszkają w willach i pięknych posiadłościach?
Heretika Kain: Rozmawiamy o filmie z 1931, czy ty się spodziewasz willi w nadmorskiej miejscowości z systemem samościemniającymy szyby?

Kręcąc się wokół scenografii wielokrotnie wracaliśmy do sprawy nietoperzy. Owe stworzonka pojawiają się kilkukrotnie, więc ciężko je pominąć.

Dragomir Bolivar: O kurwa, nietoperze na sznurkach. Nie mogłaś trzasnąć takich dekoracji u Nas?

Niestety, takowe dekoracje nie mogły się pojawić. Uczepił się czegoś innego.

Dragomir Bolivar: Jaki bród, smród i ubóstwo...
Heretika Kain: Bolivar, zamknij się.

Cóż. To dopiero kilka minut filmu, a już nie zapowiada się dobrze.

Heretika Kain: Wstrętny pająk. 
Dragomir Bolivar: Krew to życie. Szybko mamy morał.

Dragomir Bolivar: Ty, patrz. Zrobił mu żarcie, a chwilę później zarąbał laskę i płaszcz!
Heretika Kain: W przeciwieństwie do ciebie jest dobrze wychowany. 
Dragomir Bolivar: Czekaj, czy ja powiedziałem laskę?
Heretika Kain: Tak, dokładnie. Takie drewniane coś to laska. Twój sugestywny uśmiech nie jest tu potrzebny.

Wiele niepotrzebnych dialogów później. 

Ataki na ludzi, bardzo delikatne i odbywające się właściwie poza kadrem, zamiast wszechobecnego chlapania krwi i latania flaków, czy innych takich – nawet nie wiedziałam, że się tak dało. Obecnie krew leje się wszędzie. Najczęściej.

Dragomir Bolivar: Lubię krew. A tu było szaro, buro i ponuro. Za mało wymownie.
Heretika Kain: To pooglądaj coś współczesnego, albo relację z rzeźni. Zaś tutaj można sobie dopowiedzieć, czyli jest spore pole do popisu dla wyobraźni.

Postać Lugosiego i to jakiego Draculę stworzył, a właściwie jakim Draculą był jest tym, co film ma w sobie najmocniejszego. Wszystkie postaci na jego tle wydają się dość wyblakłe, choć Renfield, jako wariat mógłby bez problemu znaleźć się na drugim miejscu podium. Na trzecim, jak dla mnie: Van Helsing, bo od zawsze miałam sentyment do wszystkich Van Helsingów, jacy prezentowani byli w filmach, zaś Dragomir postulował tutaj za Miną Harker, nie dopytywałam dlaczego.

Dla niektórych zabawnym może się okazać, że również czarno-biała wersja jest atutem. Mrok sam w sobie! Czyli mamy już dwie zalety. Jest też trzecia, ale tutaj wiele osób może się nie zgodzić, rozbieżność z oryginałem, czyli luźne podejście do tego, co Stoker stworzył. Często marudzę, że książki lepsze, ale jeśli chodzi o ekranizację to nie jestem zwolenniczkę sztywnego trzymania się ram tego, co wykreował autor powieści. Być może w tym przypadku nie są to jakieś ogromne różnice, ale jednak... i mnie się to podoba. Okazuje się, że można wyjść obronną ręką, choć odchodzi się od oryginału.

Znajdą się też minusy. Klasyka kina grozy, ale dość trudna w odbiorze. Są wielbiciele takich filmów, delektują się każdym obrazem pojawiającym się na ekranie, ale niestety dla mnie całość była dość ciężka do obejrzenia. Zbyt prymitywna. Nie potrafiłam wyłączyć się na porównywanie każdego z ujęć z tym, co obecnie można zobaczyć w kinie. Efektów prawie brak, teatralne dekoracje i wszechobecna sztuczność – takie wrażenie, że wszystko to gra, jak w teatrze, a wolałabym by wmówiono mi, że to prawda. Ogólnie powoli, smętnie, ponuro, drażniąco apatycznie i po prostu dziwnie. Mówię otwarcie, że lepiej w żaden sposób nie próbować porównywać tego do kina współczesnego, bo można, jak ja, zacząć ziewać po pierwszych piętnastu minutach. Na szczęście nie usnęłam.

Obejrzałam klasyk do końca.

Dragomir Bolivar: Niewiele brakowało, a drzemałaby na moim ramieniu.
Heretika Kain: A ty sugerowałeś by przewinąć do przodu, co by szybciej się skończył...

Przy okazji nie polecam oglądania z lektorem, bo akcent Beli Lugosiego jest charakterystycznym elementem i nie ukrywam, że przyciągającym bardziej niż scenografia, czy cokolwiek innego i pozwala wytrwać w oglądaniu.

Gra świateł i cieni i zbliżenia na twarz Lugosiego, tfu, Draculi są niezwykle charakterystyczne i podejrzewam, że mające wzbudzić grozę. Ot, taka informacja, że przed chwilą było lub dopiero nastąpi coś istotnego. Swoją drogą przystojny był z niego gość.

Dragomir Bolivar: Powinienem się obrazić.
Heretika Kain: Mam wrócić do tematu jego małżonek...

Nasz Książę Dracula to taki ojciec wszystkich późniejszych wampirów, bo choć Nosferatu – Symfonia Grozy było wcześniej, to przerażający wampir nie przyjął się tak dobrze, jak przystojny i hipnotyzująco tajemniczy mężczyzna, który długo potrafi uniknąć podejrzeń. Bo kto by wpadł na to, że ktoś tak przeciętny może być mordercą, tfu, krwiopijcą?

Heretika Kain: Wiesz, ten film coś mi przypomniał.
Dragomir Bolivar: Co?
Heretika Kain: Spoczywanie w ojczystej ziemi. Nie żebym wypominała czyjeś słabości.
Dragomir Bolivar: Odwal się.
Heretika Kain: Och, ale krzyży się nie boisz. I ząbki też wbijasz w szyję...
Dragomir Bolivar: *pokazuje środkowy palec, jako manifest swojego niezadowolenia*

Skończyło się.
Kołek w serce.
Kobieta uratowana. Schody, mgła i THE END.

Heretika Kain: Do zobaczenia.
Dragomir Bolivar: Dobranoc.


Kończąc te wstrętne wypociny dotyczące filmu o którym, kto jak kto, ale nasz duet pisać nie powinien, bo bezcześcimy wszystko co się da, a obrazoburczość i bezsensowna gadanina to nasza mocna strona, doszliśmy do wniosku, że chyba zaczniemy czytać opowiadania o wampirach i je komentować. Cóż. Drago czasem ma dobre pomysły.

Pozdrawiamy i obiecujemy, że już recenzji się nie tkniemy.

26 września 2016

[AKTUALIZACJA] Zabawa grupowa - "Wampiry, kamera, akcja!"

Standardowo początek poświęcamy ważnemu wydarzeniu, które "zawitało" na naszego bloga. Tym razem warto cofnąć się o jednego posta i przywitać kolejnego, wspaniałego Malkava który rozrabiać będzie w Los Angeles. Pilnujcie się - Hatter nie śpi, a jego nożyczki są ostre! (a piwnica bardzo zimna) [link]


~*~

AKTUALIZACJA
 
Moi drodzy!

Zbliża się jesień. Długie, coraz zimniejsze wieczory potrafią rozleniwić nawet wampiry kulące się pod kołdrami i popijające cieplejszą niż zazwyczaj krew. Różnokolorowe liście opadające na ziemię znaczą zbliżającą się zimę, kiedy to tłumaczenie "dlaczego twoja skóra jest taka chłodna" staje się dużo prostsze, ale też ugryzienia trudniejsze - weź tu przebij się przez cebulkę z kołnierzy, szaliczków i golfów.
Jesień to jednak dobry czas, by zasiąść w ciszy domu (tudzież zamczyska lub posiadłości) i poświęcić się...
Oglądaniu filmów!

"Tegomiesięczna" zabawa dotyczyć będzie właśnie produkcji filmowych. Wampiry to bardzo nośny temat jeśli chodzi o kino czy telewizję - są przerażające, intrygujące i nieodgadnione. Potrafią wcielić się w rolę nie tylko zimnokrwistych przestępców, ale także zmęczonych nieśmiertelnością kochanków szukających sensu życia. Ile produkcji, tyle interpretacji, a każdy znajdzie coś dla siebie - począwszy od wczesnego "Nosferatu - Symfonia Grozy (1922)", a skończywszy na mającym się ukazać w tym roku "Underworld: Wojny Krwi".

Jaki jest cel i zadanie zabawy nazwanej roboczo "Wampiry, kamera, akcja!"?
Cel jest prosty - poszerzenie swojej wiedzy o wampirach właśnie przez przyjemne (w większości przypadków) oglądanie filmów, a także po prostu miłe spędzenie wieczoru przy jakiejś nowej, nieznanej może Wam produkcji.
Zadaniem będzie...

Napisanie krótkiej recenzji wybranego filmu!

Wiem, że niektórzy nigdy nie pisali recenzji filmowych, ale nie chodzi tutaj o pisanie niczym krytyk - po prostu o dobrą zabawę, wyrażenie swojej opinii  i może zachęcenie/zniechęcenie do poświęcenia czasu rzekomej produkcji.

Jak dobieramy filmy? Przygotowałam spis ponad 100 filmów, gdzie mniejszą lub większą rolę odgrywają wampiry. Są tu dramaty, komedie, filmy akcji, horrory i zwyczajne obyczajówki. Niestety pominęłam seriale, bo nie każdy ma czas przebijać się przez kolejne serie.

Przy komentarzu, czy chcecie brać udział w zabawie podajecie więc liczbę od 1 do 120, a administracja dobiera Wam film według numeracji. Gdy danej produkcji nie da się odnaleźć na chomikach/kasetach/innych odtwarzaczach filmowych proszę o zgłoszenie tego faktu, a zostanie ponownie wybrany film (oczko dalej od poprzedniego).

Co wy na to? Chcielibyście wziąć udział w takiej zabawie? :)

Zapisywanie na listę trwa do 2 października. Tego samego dnia w tabelce poniżej pojawią się tytuły gotowe do zrecenzowania. Na napisanie recenzji macie czas do 13 października, oczywiście z możliwością przedłużenia.
Recenzje proszę przesyłać na adres administracji, a ona umieści je w jednej zbiorczej notce, dlatego proszę o rozwagę w rozpisywaniu się :)

Gorąco zapraszam Was do zapisów!


Uczestnicy:
Marcus Crowford (Książę) [114]
Uzależnienie - The Addiction (1995)

Meg/Hatter (Kapitan Gall) [100]
Pragnienie - Bakjwi (2009)

Rhapsody DeVarden (Imperfecta) [3]
Blisko Ciemności - Near Dark (1987)

Lisa (Prudence) [8]
Vampyres (1974)

Vangelis (Raven) [22]
 The Return of Dracula (1958)

Dragomir Bolivar (Heretika Kain) [13]
Książę Dracula - Dracula (1931)

Morgan Waite (Annabel Lee) [50]
Krwawa Maria - Innocent Blood (1992)

Hellen (Mads) [26]
Pocałunek wampira - The Kiss of the Vampire (1963)

Niko (Hiszpańska Inkwizycja) [1]
Nosferatu - Symfonia Grozy - Nosferatu, eine Symphonie des Grauens (1922)



9 września 2016

Bohaterowie znani i nieznani - Galeria Prac I

Moi drodzy

Nie ma to jak mieć przyjaciela wampira, co nie? Potężny, piekielnie inteligentny, intrygująco tajemniczy i do tego zazwyczaj przyjaciel na więcej niż wieczność. Właśnie na tym blogu zebrała się grupa przewspaniałych ludzi, którzy stworzyli naprawdę świetne postacie łącząc się nierozerwalnymi nićmi znajomości czy obowiązków.
Nie da się jednak nie powiedzieć, że nikt się tu nie zna i nie kojarzy takiej czy innej postaci. Obawiam się, że jeśli któregoś z bohaterów by zabrakło to tak jakby odebrać temu blogowi jakąś cząstkę. "Przykro" mi to oznajmić, ale już nie uwolnicie się od Maskarady!

Dlatego też powstała zabawa "Bohaterowie znani i nieznani". Przez te kilka tygodni pozwoliliśmy sobie bliżej poznać niektóre postacie, przeanalizować je, a nawet porozmawiać o ich prawdziwej historii. Zastanawialiśmy się jak uczcić stworzenie postaci znajomego nam autora, z czym ona nam się tak naprawdę kojarzy i jak ją widzimy. Pokusiliśmy się o artystyczne przedstawienie bohatera - wyniki tych prac możecie zobaczyć poniżej w malutkiej, ale z całą pewnością nie skromnej galerii, gdzie honorujemy każdy wysiłek włożony w pracę nie na rzecz swoją, ale na rzecz naszych znajomych z bloga. Tym bardziej cieszę się jako Administracja, że tak przyłożyliście się do swoich prac i są one tak bardzo wyjątkowe - mi się gęba śmiała jak je oglądałam! Mam nadzieję, że czytając je i oglądając będziecie się bawić tak świetnie jak przy ich tworzeniu :)

~*~

Hellen o Niko

"Dobra, chyba gotowe! Ponieważ trochę rysuję, to chciałam, bardzo chciałam Niko narysować tak sama z siebie, patrząc jedynie na zdjęcia blogowe. Ale mój talent nie okazał się aż tak wielki, więc musiałam porzucić tąże myśl i wróciłam do dawno porzuconej grafiki gimpowej, więc załączam wielce twarzowy wizerunek Niko. Z racji, że jestem tłumaczem, to zdobyłam się na przetłumaczenie specjalnie ku czci naszego wampira o romskim pochodzeniu, pieśni o Cyganach z polskiego na angielski, coby w LA pamiętał, skąd pochodzi! Moje tłumaczenie również można zaśpiewać, czyli tłumaczenie piosenki odbyło się tak, jak Bozia przykazała. A do tego, grzebiąc w szafie, odkryłam w sobie Ravnoskę, więc załączam też cztery cudowne mini-gify, w których jestem jedną z nich, tylko trochę mniej niebezpieczna niż wampirzyca, bo nie umiem być groźna :D Może się nie wystraszycie tego wszystkiego! Ale bawiłam się świetnie i jestem zachwycona pomysłem na zabawę! :D"

Do słuchania: https://www.youtube.com/watch?v=WhAAvV9DCKA
Tekst polski: http://www.tekstowo.pl/piosenka,anna_jantar,cyga_ska_jesie_.html

Tłumaczonko:

Take your guitar’s voice,
The juniper’s smoke,
Blackness of the night,
And let the horses rush along.

The gypsy’s autumn will be there with you,
The gypsy’s waggon swings and sways,
An empty hearth will burn once more
The dust scuffs up out there.

The song you know will die so far away,
The fortune smiles up on to you or not,
And only long road you may never know,
The road that never ends.

Take crumbs of your dreams,
Take all of the stars,
Take the chill of dawn,
And forget the world you know.

The gypsy’s autumn will be there with you,
The gypsy’s waggon swings and sways,
An empty hearth will burn once more
The dust scuffs up out there.

The song you know will die so far away,
The fortune smiles up on to you or not,
And only long road you may never know,
The road that never ends.

In the roadside sand,
Falls the dark new moon,
It’s an evil sign,
I guess I’ll always be alone

The gypsy’s autumn will be there with you,
The gypsy’s waggon swings and sways,
An empty hearth will burn once more
The dust scuffs up out there.

The song you know will die so far away,
The fortune smiles up on to you or not,
And only long road you may never know,
The road that never ends  



~*~

Marcus o Peterze

"Nie powiem, ale byłam strasznie podekscytowana, kiedy trafił mi się taki bohater do artystycznego przedstawienia. Już kiedy sprawdzałam kartę Petera czułam, że jest to postać absolutnie wyjątkowa. Długowieczny ghoul o nieprzyziemnym charakterze i jeszcze większym oddaniu - nawet nie służalczym, ale z czystego uczucia do swojej pani, Danici. Często kiedy szukam inspiracji do nowej karty wracam sobie do tej stworzonej przez Cthulhu i po prostu sobie ją czytam. Jak wspomniałam kiedyś przy przywitaniu >>epickość z tej karty się wylewa<<.
Długo zastanawiałam się co zrobić, żeby uhonorować postać Petera. Ostatecznie złapałam się na tym, że Peter bardzo przypomina mi wilka. Nie wiem dlaczego akurat tak, może to wpływ Danici która w końcu nazywana jest Wilczycą, a widzę Petera jako jej "wychowanka". Wyobraziłam sobie go jako takiego (wybacz naprawdę jeśli cię to urazi :)) małego, groźnego ale mimo wszystko oddanego i kochanego wilczka.
Wiem, że nie każdy lubi chibi wersje swoich postaci i niekoniecznie pasują one do klimatu Wampira, ale nie mogłam się powstrzymać, a malarzem wielkim nie jestem. Mam nadzieję jednak, że ta skromna praca przypadnie ci do gustu :)"


~*~

Niko o Ripperze

"Przesyłam mój komiks. :D
Ponieważ ciężko było mi robić komiks w komputerze, to niestety zabrakło epickiego dialogu z telewizorem i bajką o tuńczyku. :)
Komiks prezentuje Rippera w scenkach z gry (oraz Freuda). Obawiam się, że treść komiksu będzie niezrozumiała dla tych co w grę nie grali, ale ja miałam szaloną radochę jak go robiłam i mam nadzieję, że Ripperowi (i wtajemniczonym) również się spodoba.
Pozdrawiam."


~*~

Danica o Meg

"Do pracy zainspirowała mnie Prudence swoim komentarzem o Quinalnie jako Białym Króliku z „Alicji”. Postanowiłam dla zabawy dopasować obsadę „Alicji w Krainie Czarów” do postaci z bloga. Niektóre wybory były wręcz oczywiste – Quinlan jako Biały Królik (a jakże!), Lisa jako Alicja, Niko jako Kot z Cheshire, Vangelis jako Gąsienica, no i oczywiście trójka Hunter, Meg i Ripper jako ekipa z Szalonej Herbatki. Zastanawiałam się też nad innym dopasowaniem bohaterów, tak by każda postać z bloga znalazła idealną rolę dla siebie. Może kiedyś będę mieć na tyle humoru i weny by spróbować napisać taki tekścik. Dziś jednak wykorzystałam fragment tego pomysłu i tak powstała „Meg w Krainie Wampirów” czyli krótkie opowiadanie oparte na „Obłąkanej Herbatce” z „Alicji w Krainie Czarów”. Meg występuje tu w roli Alicji. Chociaż praca z założenia miała skupiać się głównie na Meg, to Hunter, Ripper i w ogóle wszyscy inni oberwali rykoszetem. Miało być wesoło, ale nie jestem ani satyrykiem, ani nie umiem się wczuć w Malkavian... Ale mimo to mam nadzieję, że się spodoba i wybaczycie mi, że trochę złośliwie pojechałam. xD"


Meg
w
Krainie Wampirow

    Słońce dawno już zaszło, gdy Meg dotarła wreszcie do celu. Przechodząc przez dość niewygodną dziurę w cmentarnym murze żałowała nieco, że nie zdecydowała się raczej na podróż kolejką linową do Griffith Park. Cmentarz Hollywood tonął w przyjemnym półmroku, ponieważ zewsząd oświetlały go kolorowe światełka zniczy, staromodne latarnie w alejkach i odległy blask tętniącej naokoło Fabryki Snów.
    Obok potężnego mauzoleum, na jednym z nagrobków rozłożony był ozdobny obrus, na którym, niczym na stole, rozstawiono zastawę niczym do typowo angielskiego podwieczorku. Przy tym jakże kunsztownym „stole” siedzieli Hunter i Ripper, sącząc w najlepsze krew z kunsztownych, porcelanowych filiżanek. Tuż obok Huntera usadowił się również piekielny ogar, który aktualnie uciął sobie drzemkę, oparty o kolana swego właściciela. Meg przez chwilę przyglądała się ghulowi zastanawiając się czy jest to pies, czy może wilk. Doszła jednak do wniosku, że niespecjalnie ją to interesuje.
    Nie czekając na zaproszenie, Meg przysiadła się do nieconocnego „podwieczorku”, o ile można mówić o podwieczorku niemal w środku nocy, opierając się wygodnie o tablicę nagrobka.
    – Może filiżankę krwi a la Giovanni? – zapytał z przesadną kurtuazją Ripper.
    Meg na samą myśl odruchowo skrzywiła się. Nim jednak zdążyła odmówić Ripper sięgnął po ozdobny nożyk i naciął sobie nadgarstek. Po chwili podał Meg filiżankę napełnioną swoją własną krwią.
    – Dziękuję bardzo. – powiedziała z uśmiechem, przyjmując filiżankę.
    – A zatem... – odezwał się Ripper – Rozmawialiśmy tu właśnie o tobie.
    – O mnie? – zdziwiła się nieco.
    Uważała, że wampiry mają ciekawsze tematy do rozmów przy filiżance krwi. Z drugiej strony, zdążyła już poznać swojego pana na tyle, że niewiele mogło ją zaskoczyć. Zwłaszcza, że niemal codziennie, prowadziła z nim sesje psychiatryczne, podczas których widywała już większe dziwactwa i słuchała zajmujących opowieści na jeszcze dziwniejsze tematy. Dlaczego tym razem ona nie miałaby być w centrum uwagi. Uśmiechneła się tylko, dając do zrozumienia, że jest ciekawa o czym właściwie rozmawiali.
    – Hunter opowiadał mi jak cię znalazł. – wyjaśnił Ripper
    Hunter przytaknął bez słowa. Wydawał się zajęty opróżnianiem swojej filiżanki, choć czujne oko psychiatry szybko zauważyło, że jego anielska cierpliwość do dziwactw Rippera, powoli się kończy. Meg bez zastanowienia postanowiła przejąć inicjatywę.
    – To może teraz ja wam opowiem jak w ogóle trafiłam do Krainy Wampirów?
    – Perfekcyjnie! – przyznał Ripper z entuzjazmem, energicznie mieszając herbatnikiem w swojej filiżance. Fakt, że znał każdy szczegół jej historii, oraz parę szczegółów których nawet ona nie znała, nie przeszkadzał mu cieszyć się z perspektywy opowieści.
    Nawet piekielny ogar się obudził i przez chwilę wpatrywał w Meg zaspanymi oczyma.
    – Zatem od początku... – Meg wygodniej oparła się o nagrobek i zaczęła swoją opowieść – Zaczęło się od wieczornej kolacji z moim mężem. Było późno. Wracaliśmy właśnie do domu, kiedy zaatakowała nas ta wstrętna hetera. – Meg z jadem zaakcentowała co myśli o „wielce idealnej i boskiej Christine” – Okazało się, że już jakiś czas temu upatrzyła sobie MOJEGO męża. Spodobał jej się na tyle, że postanowiła go przemienić. Problemów ze zgodą oczywiście nie miała. Książę w jej mieście widać wyjątkowo gustował w takich wyzywających dziuniach, bo problemów z jego zgodą nie miała.
    – Toreadorkom się przecież nie odmawia. – Ripper wtrącił się w opowieść – Jeśli nie wiesz, zapytaj Huntera. – dodał puściwszy oczko.
    Hunter z wrażenia zakrztusił się krwią.
    – Co takiego? – spytał wyraźnie zdziwiony
    – Nic, nic... Meg kontynuuj!
    – Będę wdzięczna za nie przerywanie mi. – powiedziała udając nieco obrażoną, po czym podsunęła swemu panu pustą filiżankę po dolewkę. Tym razem to Hunter użyczył jej swojej krwi. – Na czym skończyłam? A tak... Załatwiła sobie zgodę, ale nie przyszło jej rzecz jasna do głowy, by o swoich planach poinformować mojego męża. Na dodatek z jakiegoś powodu uznała, że przydam jej się w roli ghula. Nie mam pojęcia o co jej chodziło...
    – Może o dramatyczny trójkąt miłosny? – znów wtrącił Ripper. Meg jednak zignorowała go i opowiadała dalej.
    – W każdym razie nie miałam wiele do gadania. Prawdę mówiąc podobnie jak mój mąż, nie miałam nic do gadania. Jego przemieniła, mnie nakarmiła krwią i tym samym zmusiła do posłuszeństwa. Miałam chęć wydrapać jej oczy, ale nie mogłam się zbuntować, chociaż chciałam.
    Meg nagle zamilkła i spoważniała. Ta część opowieści chyba nie pasowała do tej wesołej i nieco groteskowej krwawej herbatki. Przez chwilę przyglądała się towarzyszącym jej wampirom. Ripper właśnie podsuwał piekielnemu ogarowi herbatniki na porcelanowym talerzyku. Hunter zaś przyglądał się Meg z uśmiechem i pewnym... zrozumieniem? A niech to, on i ten jego szósty zmysł!
    – Mam nadzieję, że z nami nie masz tego problemu? – spytał
    – Skądże. Ciebie kocham ty mój pieseczku. – powiedziała wesoło, na powrót odzyskując dawny humor, po czym wskazała na Rippera i teatralnym szeptem dodała – Ale jego bym udusiła... pod warunkiem, że byłby żywy.
    – Meg nalej sobie jeszcze herbaty. – odezwał się Ripper niespodziewanie.
    – Przecież nie macie tutaj herbaty. – zauważyła
    – Rzeczywiście...
    – Wracając do Christine. – kontynuowała Meg, nie spuszczając wzroku z Rippera, który rozglądał się wśród zastawy w poszukiwaniu zaginionej herbaty – Ta zdzira mnie nie lubiła. Chyba była zazdrosna, że jej nowy, idealny synek jak na prawdziwego romantyka przystało, nie zapomniał do końca o swojej żonie. W końcu był rasowym Toreadorem... – dodała z pewnym rozmarzeniem, jakby opowiadała o wymarzonym latynoskim amancie z brazylijskiej telenoweli.
    – A tam, Toreadorzy... Wypacykowani lalusie rodem ze „Zmierzchu”. Nie zdziwiłbym się, gdyby zaczęli się świecić. – znów wtrącił się Ripper – Przeżywają wieczny ból czterech liter, jakby pomylili rzeczywistość z „Wywiadem z wampirem”. Brrrr...
    – Bez przesady... – zaczął Hunter
    – Ty się nie odzywaj. – przerwał mu Ripper – Z powodu Lisy nie jesteś obiektywny.
    – Wariatkowo... – zaśmiała się Meg, po czym kontynuowała opowieść – Christine była oczywiście głupia. Mściła się na mnie zamiast przyjąć do wiadomości, że to z nią jest coś nie tak. Pewnie gdyby nie traktowała mnie jak wroga, nie zbuntowałabym się. Koniec końców wyszło na dobre, bo dzięki temu jestem teraz tutaj. Nie było łatwo od niej uciec, ale z drugiej strony nie wytrzymałabym tam ani chwili dłużej. Chociaż pewnie i tak nic jej to nie nauczyło. No cóż, resztę historii już znacie. Byłam na głodzie i nieco już wariowałam kiedy znalazł mnie Hunter. Nakarmił mnie, żebym lepiej się poczuła i przyprowadził do ciebie Puddin. – powiedziała puściwszy oczko Ripperowi.
    – Zacnie! Kto chce krwi z procentem? Świeżutka z polskiego alkoholika, prosto z izby wytrzeźwień. – powiedział Ripper nalewając sobie pełną filiżankę.
    – A jak ci się podoba w Los Angeles? – spytał Hunter częstując się polskim przysmakiem.
    – Jest... oryginalnie. – powiedziała Meg po chwili – Spotkałam dziwnego magika, primogena udającego pytię, znikającego egzektuora i waszą babcię, która mnie przeraża. A za godzinę idę na partyjkę krokieta u Księcia. W pałacowych ogrodach. – wyliczyła
    – Poszlibyśmy z tobą, ale rozumiesz... Herbatka sama się nie znajdzie. – powiedział Ripper.
    Piekielny ogar w końcu się ożywił i teraz z zapałem podjadał naszykowane wcześniej herbatniki. Meg zerknęła na zegarek, ale wskazówki zatrzymały się na piątej po południu. Nie miała pojęcia czy powinna się już zbierać na krokieta, czy też może pozwolić sobie na dalszą pogawędkę.
    – Czemu właściwie zostałaś psychiatrą? – spytał niespodziewanie Hunter
    – Może to przeznaczenie? – odpowiedziała spoglądając wymownie na Rippera.
    Ten zaś odezwał się z powagą.
    – A ja mam zagadkę. Co łączy Meg i smutnego klauna?
    Na chwilę zapadła cisza.
    – Nad tym będziecie musieli się sami zastanowić. – odezwała się w końcu Meg, wstając od pięknie zastawionego nagrobka. Rozmowa stawała się coraz dziwniejsza, a Meg wolała zachować chociaż minimum jasności umysłu na partyjce krokieta. Choćby po to by nie urazić Księcia Marcusa i nie zostać skrócona o głowę. Poprawiła nieco swoją niebieską sukienkę, która nieco się wygniotła, po czym ucałowała oba wampiry (i piekielnego ogara) na pożegnanie.
    – Do zobaczenia pieseczku, na razie Puddin! Trzymaj się mordeczko... – pożegnała się wesoło, po czym omijając tłoczące się pod bramą zombie, przeszła znów przez dziurę w murze i pobiegła wprost w kierunku pałacu, mamrocząc coś na temat popsutego zegarka.
    Hunter i Ripper kończyli opróżniać właśnie wysoko oprocentowaną krew. W pewnej chwili odezwał się Hunter.
    – A tak swoją drogą. Co właściwie łączy Meg i smutnego klauna? – spytał z zaciekawieniem
    – Chcesz wiedzieć? – Ripper uśmiechnął się – Wiesz... to taka mała tajemnica, ale skoro jesteś moim bratem to dla ciebie zrobię wyjątek i ci powiem.
    Ripper nachylił się nad stołem i z powagą powiedział konspiracyjnym szeptem:
    – Nie mam zielonego pojęcia...

:)

P.S. Liczę, że Meg wyjaśni nam w komentarzu zagadkę i zdradzi co właściwie łączy Meg i smutnego klauna...
~*~

Meg o Marcusie

"Zrobiłam coś innego niż zamierzałam. Uwieczniłam charakter Marcusa na zdjęciach. :) Wysyłam ich kilka, ze względu na to, aby lepiej zaprezentować moją "mają" sesję zdjęciową. ;) Mam nadzieję, że się podobają."

 
 
~*~

Sami przyznacie, że te prace są naprawdę najwyższej jakości :) Nie poskąpcie więc miłym słowem dla autorów i autorek, komentujcie - dajcie odrobinę ciepła zmarzniętym wampirzym sercom!

P.S. Dla autorów, którzy nie zdążyli umieścić swoich prac - spokojna głowa kochani! Dajcie znać kiedy będziecie w stanie przesłać pracę to stworzymy drugą galerię prac. I trzymajcie się do następnej zabawy, która jeszcze przed październikiem :)